Autor Wątek: KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI  (Przeczytany 3134 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline pookie

KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI
« dnia: Marzec 26, 2003, 12:30:02 am »
Uwaga, uwaga !

Rusza konkurs na najlepszą recenzję komiksu. Oto regulamin :

1. Konkurs polega na napisaniu jak najlepszej recenzji danego komiksu.

2. W konkursie mogą brać udział wyłącznie zarejestrowani użytkownicy forum Nowej Gildii.

3. Każdy z uczestników może napisać wyłącznie jedną pracę konkursową.

4. Praca konkursowa musi liczyć conajmniej 1000 znaków. Maximum nie ma.

5. Konkurs będzie organizowany cyklicznie. Kolejne edycje będą rozpoczynały się 1 dnia danego miesiąca w założonym specjalnie dla tego celu topicu. Uczestnicy zamieszczają swoje prace w tym właśnie temacie.  

6. Termin publikowania prac mija 20 dnia danego miesiąca.

7. 20 dnia danego miesiąca temat będzie zamykany i ruszy specjalna ankieta, w której użytkownicy forum będą głosowali na najlepszą ich zdaniem recenzję. Głosowanie trwa do ostatniego dnia danego miesiąca.

8. W przypadku równej liczby głosów o wyniku konkursu zadecydują moderatorzy.

9. Recenzje mają dotyczyć komiksów wydanych w poprzednim miesiącu np w edycji kwietniowej recenzujemy komiksy marcowe, w majowej kwietniowe itd.

10. Zwycięzca każdej edycji otrzyma atrakcyjną nagrodę (komiksową rzecz jasna). Temat otwierający każdą edycję będzie informował o nagrodzie w danym miesiącu.

11. Autorzy zamieszcając recenzje w temacie konkursowym na forum wyrażają automatycznie zgodę na ich zamieszczenie w serwisie Gildia Komiksu.

12. W temacie tym wszystkie posty nie będące recenzjami będą natychmiast usuwane. Wszelkie uwagi na temat konkursu proszę zamieszczać w topicu : "Uwagi na temat forum".

     

Uff, tyle regulamin ...

Ponieważ od każdej zasady muszą być wyjątki, dlatego już dzisiaj ogłaszam nietypową edycję marcową ! Nietypową dlatego, że rusza 26 marca i w związku z tym oto obowiązujące terminy :

publikowanie prac - 26 marca - 15 kwietnia
głosowanie - 15 - 25 kwietnia

nagroda - "Morderstwa i tajemnice" z autografem Neila Gaimana

Poza tym obowiązuje regulamin, którego przestrzegania będę surowo pilnował. Aha, edycja kwietniowa ruszy zgodnie z tym, co tam na górze :wink:  jest napisane - 1 kwietnia, także przez pewien czas będziemy mieli jednocześnie dwie edycje konkursu.
W przypadku niejasności zapraszam do tematu : "Uwagi na temat forum".
 for Pookie

Offline wilk

KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 26, 2003, 12:18:29 pm »
No to na pierwszy ogien wystawiam moja recenzję :)

Skorpion - Znamię Szatana

"Znamię Szatana" polscy czytelnicy mogli przeczytać w odcinkach w magazynie "Świat Komiksu". Ja nie miałem niestety ku temu sposobności. Z tym większą ciekawością zasiadłem do lektury tego albumu.

Nie ukrywam, że wabikiem do zakupu tego komiksu, było dla mnie nazwisko rysownika -  Enrico Mariniego. I muszę przyznać, że nie zawiodłem się. Marini i w tym albumie udowadnia, że jest wyśmienitym rysownikiem. Jego miękka, charakterystyczna kreska weszła już chyba na stałe do kanonu komiksu. Styl Mariniego bez wątpienia ewoluował w czasie by dojść niemal do perfekcji w "Drapieżcach", czwartym i piątym tomie "Cygana" oraz właśnie w komiksie, o którym mowa. Postaci przez niego wykreowane są niezwykle żywe, dynamiczne. Ciężko nazwać ten styl realistycznym; ja wolę go nie klasyfikować. Warto zwrócić uwagę, że oprócz ludzi, Marini doskonale potrafi oddać wizerunek zwierząt. M.in., obok Rosińskiego, znakomicie rysuje konie, których akurat w tym albumie naprawdę jest sporo, czy choćby koty, a dokładniej jednego kota ;) . Ponadto bardzo interesująco przedstawia drugi plan, w tym architekturę. Podobnie jak sama kreska, plan ten jest plastycznie wysublimowany, kontury budynków są nieco rozmyte, podobnie jak wszelkiego rodzaju roślinność. Rysunek nie jest jednak pozbawiony drobnych wad. Miejscami jest mniej dopracowany i szybszy niż ten w "Drapieżcach", szczególnie jeśli chodzi o drugi plan. Niewielkich błędów jest jednak naprawdę niewiele i nie przeszkadza to w lekturze. Co od początku rzuca się w oczy to niesłychana, bardzo ciepła kolorystyka komiksu. Jak zwykle odpowiedzialny jest za nie także sam Marini. Już na pierwszym kadrze komiksu, w którym dominuje czerwień, można docenić kunszt autora. Dodatkowo w zależności od źródła światła, rysownik inaczej nakłada kolor na postać, w tym na twarz, co tylko potwierdza umiejętności autora w tym względzie. A więc w scenach nocnych twarze bohaterów przybierają odcień kawy z mlekiem, a w scenach, w których źródłem światła jest ogień, nabierają odcienia pomarańczowego.

Historia przedstawiona w komiksie nie jest specjalnie oryginalna. Jest to klasyczna, rozrywkowa opowieść w stylu płaszcza i szpady osadzona w realiach XVIII wiecznego miasta Rzymu. A więc mamy pościg, pojedynki, czarne charaktery, a jeśli i tego nam mało to bonusowo dostajemy nawet profanację grobu... Główny bohater zwany "Skorpionem" to młody mężczyzna, utrzymujący się z niezbyt chlubnego procederu. Jego urok osobisty bez wątpienia sprawia, że jest rozchwytywany przez liczne niewiasty. Warto dodać, że nasz bohater jest także wyśmienitym szermierzem. Osią spajającą fabułę komiksu jest niecna intryga ukuta przez kardynała Trebaldi, który nieodparcie jawi mi się jako brat bliźniak kardynała Richelieu z książek Dumasa.
 
Komiks czyta się ciekawie, głownie za sprawą rysownika, który, jak to się niewielu udaje, potrafi przykuć uwagę. Konstrukcyjnie scenariusz jest zbudowany klasycznie. Pozbawiony jest "fajerwerków" w postaci zabaw z kadrami, czy odważnych perspektyw. I w sumie dobrze, bo komiks ten nie ma raczej ambicji innych niż być czystą rozrywką. Połyka się go jednym tchem do czego przyczynia się także niska, jak na standardy komiksów ilustrowanych przez Mariniego, ilość stron.

Słowa pochwały należą się Kseni Chamerskiej za przekład komiksu, zwłaszcza za archaizację słownictwa bohaterów.

W sumie jest to komiks dobry, z kategorii tych lekkich, łatwych i przyjemnych w odbiorze. Znakomicie zilustrowany i poprawnie opowiedziany. Polecam jako lekturę po ciężkim dniu.

Offline pookie

KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 10, 2003, 10:21:21 pm »
Przenoszę recenzję roodego 102 do właściwego tematu :

Wieczna Wolność - Inna Wojna

Jestem już po dwukrotnej lekturze pierwszej części. Na pewno bardzo ładnie to jest wydane, na porządnym papierze, z ładną okładką. Miło się czyta. No ale to już żadna nowość. Więc co? Najpierw rysunki czy treść - zawsze mam ten dylemat. Rysunki są tylko troszkę inne od tych znanych z "Wiecznej wojny". Trzymają klimat, choć są jakby ugładzone, mniej w nich kantów. Nie chcę być opatrznie zrozumiany, ale mam takie wrażenia, że odbija się w nich jakby bardzo daleki echo mangi i tej stylistyki. Ale naprawdę dalekie. W kilku miejscach nie do końca rozumiem jednak co artysta chciał pokazać, bo perspektywa się pogubiła i jest nieczytelna. Jest też w obrazkach nieco mniej brutalności. Są więc jakby wygładzone - nie tylko kreska ale i dosadność. Bardzo dobre są kolory. Papier lepszy niż kiedyś więc zyskują na żywości, ale nadal ich dobór (biel, błękit, czerń, pomarańcz) buduje zimny i pusty klimat. Powiedziałbym, że strona graficzna trzyma poziom "Wiecznej wojny", choć widać upływ czasu. Swoją drogą - ile dzieli powstanie tych komiksów i czy "Wieczna wolność" też jest adaptacją książki? Drugie spostrzeżenie jest takie, że ten scenariusz aż prosi się o bardzo dobrą ekranizację.

Sama treść... Będę zdradzał o czym jest komiks, więc jak kto nie chce, to niech dalej nie czyta! Treścią pierwszej części (swoja drogą - też będą trzy?) są losy Marygay Potter, którą spotykamy tuż przed kolapsarowym skokiem na Alepha 10 a więc wiele czasu po pożegnaniu z Mandelą. Ci co czytają, to wiedzą już, że mimo paradoksów czasowych uda im się spotkać, stworzyć archaiczny heteroseksulany związek a Marygay urodzi naturalne dziecko. Będą żyć w świecie, gdzie nie ma już ludzi - jest człowiek czyli 10 miliardów klonów o wspólnej świadomości, której udało się porozumieć z takąż świadomością Bykarian i zawrzeć pokój. Wiemy o tym my, ale nie bohaterka, która tym czasem przeżywa rozstanie i znajduje pociesznie w ramionach koleżanki. Scena erotyczna, faktycznie, narysowana nieciekawie i nie wiem czy potrzebna? Jeśli tak, to powinna być nieco ciekawsza. Scena odprawy - debilne, kuriozalne mundury tam mają. Nie wiem po co. Spotkanie z Bykarianami dwie bohaterki przechodzą nadzwyczaj łagodnie - wydaje mi się, że temu momentowi należało poświęcić więcej plansz, lepiej narysowanych - to tu, w bazie, zupełnie nie kumam perspektyw. Potem jeszcze bitwa - narysowana rewelacyjnie, tak jak w "Wiecznej wojnie" - tu komiks nabiera tępa i to jest najlepszy moment. Który kończy się tak, że Cay, dziewczyna bohaterki, zostaje ranna. Nie umiera, ale znów skacze w czasie. Gdyby to była część pierwsza, to Cay by zginęła od razu i to bardzo brutalnie by było pokazane. A tu czuć - i nie tylko tu zresztą - jakby zmianę, upływ czasu właśnie. Nie wiem, jak mówię, kiedy to powstało, ale odbieram to niejako przez pryzmat współczesnej kultury masowej i widzę jakieś złagodzenie. A może to otwarta furtka scenariusza?

Scenariusz dociera do momentu narodzin dziecka Mandeli i Potter. Potem widzimy jeszcze obrazek w wielkimi grzybami i słyszmy, że Bill, nie taki już chyba mały, bo Potter jest już siwa (a więc nie można wiecznie skakać w czasie?) zagubił się gdzieś - czy tylko w śnieżycy, czy może tu właśnie się zaczyna dalszy ciąg opowieści, to się pewnie okaże.

Trochę się zawiodłem na tym komiksie, bom nie przeczytał w nim nic ponad to, co wiedziałem. Potter przeżyła swoją kampanię, takoż Mandela, spotkali się w końcu, oboje w wieku umożliwiającym im konsumpcję związku. Happy end, do którego teraz docieramy z drugiej strony. Niepotrzebnie powtarzamy nauki - o skokach w czasie i o polach stasowych a także o tym jak się w końcu udało doprowadzić do pokoju.

Z drugiej za pewne zaraz coś się zacznie dziać i tego też się boję trochę, bo nie wiem czy zamkniętą całość należy otwierać? Pełen obaw, ale też naturalnie zaintrygowany czekam na kolejny odcinek, który kupię niezwłocznie.

Przy okazji odradza się w mnie pytanie czy "Wieczna wojna" doczeka się reedycji, najlepiej w twardych okładkach? Zapytam o to wydawcę chyba. A Państwa zapraszam do lektury.
_________________
roody
 for Pookie

Offline Bosnas

KONKURS - edycja marcowa
« Odpowiedź #3 dnia: Kwiecień 14, 2003, 10:07:53 am »
JLA: ZIEMIA 2

              Komiks ten to swego rodzaju oficjalny powrót bohaterów, których na polskim rynku wydawniczym pożegnaliśmy kilka lat temu,nie licząc na ich rychły powrót,co zresztą zgodnie z przewidywaniami szybko nie nastąpiło. Nie liczę tu występów gościnnych tychże postaci w komiksach, które ukazały się na rodzimym rynku wydawniczym, jak choćby "Hitman" Gartha Ennisa.
              Ukazanie się więc "JLA: ZIEMIA2" dla starszego czytelnika jest szansą powrotu do czasu, kiedy to legendarni superbohaterowie amerykańskiej popkultury ukazywali się w Polsce w postaci regularnej serii wydawniczej( i nie tylko ), młodszemu natomiast da szansę szerszego zapoznania się z nimi. Jednak aby nie było to pierwsze i ostatnie zetknięcie z tego typu komiksem dla młodszej rzeszy fanów ( a starszym nie przysporzyło kolejnych rozczarowań i ostatecznie nie  zniechęciło do sięgania po pozycje z tej półki), zdecydowano się na małe odstępstwo od normy, serwując coś, co mimo licznych podobieństw do pozycji z tamtych lat, zasadniczo się jednak od tamtych pozycji różniło. Za zmiany te odpowiedzialny jest scenarzysta komiksu, czyli Grant Morrison, który za główny cel w tej pozycji (zresztą nie tylko w tej,co w komiksowym światku stało się już jego wizytówką) postawił sobie wywrócenie do góry nogami konwencji typowej dla tego typu historii. W tym pozornym chaosie tkwiła jednak metoda, bo zabaw z konwencją mieliśmy już w komiksie sporo,jednak nie wszystkim autorom udawało się szczęśliwie tego typu eksperymenty doprowadzić do końca. Natomiast Morrison wykazuje się niebywałą konsekwencją w prowadzeniu akcji, mimo zachodzących tam pozornie sprzeczności.
              Sama fabuła nie prezentuje się specjalnie atrakcyjnie. Ot kolejny "zwykły" dzień (ratowanie świata,wszechświata etc.) w życiu ziemskich bohaterów. Bo czymże może być dla nich kolejna podróż do świata alternatywnego (który to już raz) ,w którym przyjdzie im stoczyć kolejny pojedynek z własnymi sobowtórami. Banał goni banał i potrzeba nie lada talentu i sporych chęci, by wykroić z tak ogranego scenariusza coś oryginalnego, i co ważniejsze atrakcyjnego dla czytelnika. A jednak Grantowi udaje się to jak mało komu, co świadczy o niezwykłym talencie, pisarskich umiejętnościach i niezwykłej wyobraźni tego autora.
           O ile scena otwarcia nie zwiastuje jeszcze większych niespodzianek, o tyle już następna, jakby żywcem wyjęta z pierwszego polskiego Supermana uświadamia, że nie wszystko toczyć się będzie według z góry utartego schematu, i nie raz jeszcze w tym opowiadaniu będziemy zaskakiwani. Równie ciekawie(jeśli nie ciekawiej) prezentuje się scena, w której JLA ratuje samolot ze świata równoległego, na którym widnieje znak pewnej znanej organizacji charytatywnej* :), a pasażerowie mają serca po przeciwnej stronie w stosunku do nas (co ciekawie zostało skomentowane w alternatywnej wersji Daily Planet). Sytuacja częściowo wyjaśnia się za sprawą przybyłej przeinaczonej wersji Luthora,jednak stan taki u Morissona nie mogąc trwać zbyt długo, zmienia się po łatwo przewidywalnej przeprawie naszych superbohaterów wraz z superbohaterem świata alternatywnego,czyli Luthora na tytułową Ziemię 2. Tam to dopiero życie członków ziemskiej Ligi ulega całkowitemu wywróceniu o 180 stopni, pokazując im, jak odmienne ono mogłoby być. Ponieważ jednak przyroda nie znosi próżni, członkowie Syndykatu Zbrodni( alternatywna wersja JLA) szybko zostają przeniesieni do naszego świata, gdzie sieją strach i zniszczenie w imię nowego ładu,jaki zapanuje pod ich rządami.
             Oczywiście cała ta skomplikowana sytuacja zostaje w końcu wyjaśniona, jednak refleksje głównych bohaterów, którymi dzielą się w scenie porządkowania stolicy po nejeździe Syndykatu,długo nie pozwolą im spokojnie zasnąć, a być może i czytelnika zmuszą do zastanowienia się nad nimi,g dyż jak ulał pasują do współczesnej sytuacji międzynarodowej, i starego jak sam świat problemu przenoszenia własnej kultury na odmienny grunt oraz bezsensowności takich działań.
            To wszystko Morrison wpakował do (nie)zwykłej opowieści o postaciach paradujących w kolorowych trykotach. To tyle w kwestii fabuły.
            Oprawą graficzną tego oryginalnego tekstu zajął się Frank Quitely i trzeba uczciwie przyznać,że z zadania się wywiązał,tworząc specyficzny klimat tej opowieści.Rysunki, mimo iż po brzegi wypełnione bicepsami herosów, nie są tymi samymi, do których w tego typu opowiastkach przywykliśmy. Niewątpliwa to zasługa rysownika, który dzięki swemu charakterystycznemu stylowi rysowania pozytywnie wyróżnia się wśród tłumu bliźniaczo do siebie podobnych w swych pracach ilustratorów komiksów.
            Zaprezentowana tu historia może wydawać się fabularnie dość trudną w odbiorze, jednak jest w tej opowieści sporo smaczków,które odbiór ten niewątpliwie ułatwiają, czyniąc lekturę dużo atrakcyjniejszą. Autorzy umieścili je w szczegółowych rysunkach, uszczypliwych i nierzadko zabawnych komentarzach antybohaterów i istnięjacych pomiędzy nimi zależnościach(Sowa - Ultraman wzajemnie się krytukujący; Sowa - Superwoman i ich mały romans,który starają się ukryć przed "śledzącym" ich w dzień i w nocy Ultramanem:), a także nagłówkach gazet w budynku alternatywnego Daily Planet (jak choćby "Egzekucja Elvisa na żywo" :). Dodają one niewątpliwego uroku tej i tak niezwykłej opowieści. Jest to historia niebanalna, zmuszająca do refleksji, a w dodatku podana w atrakcyjnej dla czytelnika formie.Autor stara się mówić o rzeczach ważnych, starannie umieszczając to w format typowej opowiastki o superbohaterach, co czyni zresztą skutecznie. Pozycja godna polecenia.  

*KKK - KU KLUX KLAN
an who sold the world

Offline no face

KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 14, 2003, 03:34:26 pm »
Właśnie trzymam w moich pazernych łapkach "szczytowe osiągnięcie komiksu europejskiego", zgadnijcie o jaki komiks mi chodzi? Thorgal? Binio Bill? Dylan Dog? Mały Sprytek? Nie!!! Panie i panowie, czapki z głów, przed państwem

Zimny równik

Sahara- wiadomo- pustynia: Palące słońce lejące żar z błękitnego nieba, skwar, piasek, no może jakaś oaza ewentualnie. Do tej sielskiej wizji można dodać jeszcze karawanę wielbbłądów i parę arabów na ich grzbietach. Tego w tym komiksie nie znajdziecie!(no może odrobinkę na początku) Pan Enki Bilal nie poszedł na łatwiznę. Znakomita część akcj rozgrywa się na równiku w niejakim Equator City, a różni się ono od innych afrykańskich miast w tym rejonie tym że... temperatura utrzymuje się na poziomie -21 stopni. Nie wiadomo dokładnie dlaczego, wiadomo za to od kiedy- od 2021 roku. Teraz coś o akcji- uchylę rąbka tajemnicy także jeśli chcesz niespodzianki to nie czytaj! Otóż znany nam wcześniej Alcyd Nikopol junior (mówmy mu Niko), syn jeszcze lepiej nam znanego Alcyda Nikopola seniora (ale nazywajmy go po prostu Nikopolem)w afryce szuka swojego staruszka.Wcześniej stracił wygodną posadę zarządcy Paryża. Szuka i szuka nieborak. Trop prowadzi do wspomnianego już miasta. W pociągu oprócz kilku sympatycznych zwierzaków Niko spotyka pewną dziewczynę Yelenę i... nie zgadniecie! Zakoc**je się w niej!!! Niestety szybko napatacza się konkurent, ale o nim później.Po przyjeździe do miasta sprawa ( a jakże!)się komplikuje. Nikopol senior i jego kupel z dawnych lat, niejaki Horus (tak tak, to ten bóg egipski) szykują się do walki o tytuł mistrza świata w chess-boxingu.(najpierw boks, a jak wytrzymasz to jeszcze partyjka szachów) Przeciwnikiem Nikopola jest...kochaś który przystawiał się do panienki którą chciał zarwać jego syn Niko.Horus się wkurza i zabija typa. Tmczasem sam Niko pokibicował tacie po czym poszedł za dawną cizią ojca. Nic z tego niestety nie wynika. Tymczasem po Horusa przychodzi Anubis i zabiera do latającej piramidy...Nikopol senior traci pamięć a jego cizia połyka tabletkę zapmnienia. I wszystko zmierza ku happy endowi. Nic z tego! Boska piramida rozbija się, niszczy kawał miasta, Niko zostaje aresztowany i wysłany w kosmos, a jego panienkę Yelenę dmucha w końcu jego stary. Na koniec spotykają się jeszcze z dawną cizią Nikopola  (no dobra, nazywała się Jill Bioskop) ale że oboje się nie pamiętają. Yelena i NIkopol odlatują w stronę zachodzącego słońca...

Uff, przyznacie że to dosyć nietypowy i zagmatwany scenariusz, a jest w nim jeszcze wiele więcej np. tajemniczy syn Jill i Nikopola. Wizja Afryki przyszłości jest niebanalna i intrygująca, aż się chce zwiedzić inne miasta.  Zwierzaki dzielą się na pijące i jeżdżące pociągami (czyli zhumanizowane) Jednym z najfajniejszych pomysłów jest przedastawianie każdego zjawiska w skalach, np. skala Doyle`a czyli inaczej mówiąc, smrodu. Zaskakujące zwroty akcji, tajemnieczy i intrygujący syn i historia jegonarodzin, wizja przyszłości- to wszystko i wiele więcej składa się na zasłużony bez wątpienia tytuł który nadałem temu komiksowi na początku. Ale jeżeli nie przeczytaliście dwóch poprzednich części
trylogii to niewiele zrozumiecie z tej historii. Fabuła jest bowiem wystarczająco zagmatwana i bez wcześniejszej znajomości z osobami. Wszystkim którzy jeszcze nie czytali Trylogii Nikopola z całego serca radzę się z nią zapoznać. Z pewnością nIe jest to komiks który po przeczytaniu odstawia się na półkę i zapomina.

Rysunki są bardzo specyficzne, mnie osobiście nie ruszają, choć bez wątpienia są bardzo dobre. Bilal umiejętnie łączy rysunek z malarstwem stosuje pastele, akwarele i Bóg wie co jeszcze, kadry są
pełne detali i czasem nieistotnych, ale nadających klimat szczegółów. Twarze są rysowane bardzo specyficznie, są statyczne ale to zupełnie nie psuje odbioru. Tak jak i w poprzednich częściach, część akcji jest podawana za pomocą gazet.
Wszystko wydane na dobrym papierze za 19 złotych.

Ocena 10/10
aprawde nie mam pojęcia co by tu wpisać

Offline pookie

KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI
« Odpowiedź #5 dnia: Kwiecień 14, 2003, 07:49:16 pm »
Recenzja autorstwa Tialla :

Kajko i Kokosz: Cudowny lek

Kiedy kasztelan Mirmił jest w wielkiej potrzebie, a nikt inny nie jest w stanie mu pomóc, z ratunkiem przychodzą, jak to zwykle bywa, jego najdzielniejsi wojowie: Kajko i Kokosz. Tym razem wyruszają oni w podróż za siedem gór i siedem rzek, gdzie z Burej Góry tryska źródło Pochwista, a woda z niego ma cudowne właściwości. Tylko ona, zdaniem niemalże 'konającego' kasztelana, może wyleczyć go z kataru, którym zarażony został przez Kaprala, przysłanego do Mirmiłowa w charakterze 'broni bakteriologicznej'.
Każda pora dobra, by przeżyć wesołe chwile w towarzystwie tak sympatycznych bohaterów, jakimi są bez wątpienia Kajko i Kokosz. I tak jak oni, oderwani od beztroskich zabaw ze smokiem Milusiem, bez marudzenia i ociągania wyruszają w daleką podróż, tak i czytelnik bardzo szybko ulega czarowi tej opowiastki i w mig zostaje pochłonięty przez świat wykreowany przez Janusza Christę.
Fabuła "Cudownego leku" jest dość rozbudowana i obfituje w ciekawe zwroty akcji, tak więc wyprawa Kajka i Kokosza nie jest jednowątkową historyjką. Żartów w tej opowieści, co niemiara. Dowcip słowny, jak i sytuacyjny przedni. Czegóż więcej oczekiwać? Christa w typowy dla siebie sposób bawi odbiorcę podsuwając mu ironiczne uwagi na temat rzeczywistości.
Autor starał się przedstawiać w swoich komiksach bardzo charakterystyczne postacie ubarwiające ciekawą fabułę. W tym albumie spotykamy między innymi 'dzikiego' człowieka gór: Marzana, którego zachowanie potrafi rozbawić do łez, ale też rozkapryszoną księżniczkę Kapryldę, która reprezentuje wiele piętnowanych przez autora wartości. Nie sposób przejść obok tak fantastycznie wykreowanych bohaterów bez zwrócenia na nich większej uwagi.
Cóż powiedzieć można by o stronie graficznej komiksu, jeżeli ma się na myśli dokonania tak ważnej dla polskiego komiksu osoby, jaką jest Christa. Jego charakterystyczna kreska nie pozostawia nic do życzenia, bo zarówno postacie, jak i tła, przedstawione są ładnie, bajkowo. Co zaś się tyczy kolorów, to te w egmontowskiej reedycji są bardzo żywe, wyraziste, a co za tym idzie nadają albumowi tę odrobinę świeżości, której brakuje starym wydaniom, stojącym dodatkowo od wielu lat na półkach.
Wznowione i odświeżone, przygody dzielnych wojów Mirmiła znów stać się mogą hitem wydawniczym. Z przyjemnością przeczytają je starsi czytelnicy, jak i zupełnie nowi miłośnicy komiksu. I tak jak zwykła woda z jeziora, tak też lektura tego albumu okazać się może cudownym lekiem na nudę deszczowego popołudnia, lub znużenie po ciężkim dniu.
 for Pookie

Offline Kurczaczek

KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI
« Odpowiedź #6 dnia: Kwiecień 15, 2003, 08:58:20 pm »
Enki Bilal: Zimny równik

      Ten album to bardzo mocne zakończenie jednej z najlepszych serii, jakie trafiły na nasz mały rynek komiksowy (9,7 w skali Kołodziejczaka <jakość>) i pewnie jednej z najlepszych na świecie (9,1 w skali WC &#8211; Humanoides Associes <sprzedaż>). Mimo to wydaje mi się, że nie jest to typowy komiks (7,4 w skali Burnsa <dziwność>) dla każdego i choć brak na nim naklejki z ograniczeniem wiekowym, to myślę, że nie powinien on lądować w łapkach zbyt młodego czytelnika, który go po prostu nie zrozumie i przyjmie tylko, jaką kolejną opowieść SF.
      Fabuła trzyma wysoki poziom (9,7 w skali Gaimana <miodność>), a scenariusz obfituje w smaczki i ciekawe pomysły (7,4 w skali Jodorowskyego <zakręcenie>), jakich nie powstydziłby się żaden twórca! Mamy tu poryte śniegiem miasto na równiku, afrykańskich okultystów, zwierzęta, które piją alkohol i jeżdżą pociągami, oraz sport będący połączeniem szachów i boksu <9,8 w skali Tarantino <brutalność>)! Nie będę zdradzać głównej osi fabuły- powiem tylko, że album prowadzi nas szlakiem Nikopola Syna, który poszukuje swojego ojca i odkrywa, co ten porabiał przez ostatnie parę lat. Oprócz tego poznamy jedną z najpotężniejszych organizacji uniwersum Bilala - syndykat KKDZO (8,0 w skali Stalina <bezwzględność>) , który zostaje nam przybliżony poprzez skrócone dossier jego przywódców i artykuły z gazet, które jak w poprzednich tomach autor umieszcza co parę stron. Sprawia to, że komiks staje się nośnikiem znacznie większej ilości informacji, niż jest to normalnie możliwe i w skutek tego staje się pełniejszy w odbiorze!
      Warto również wspomnieć o bardzo ważnym (8,1 w skali Spiegelmana <istotność>) wątku pobocznym, jakim jest powstawanie filmu opartego na przygodach Jill i Nikopola z poprzedniego albumu, otóż film <1,3 w skali Hollywood <komercyjność>) ten powstaje w bólach i jest tworzony przez reżysera, któremu nigdy jeszcze nie udało się ukończyć żadnego dzieła- możemy w tym wątku odnaleźć pewną autobiograficzną gorycz autora, który będąc również filmowcem sam niejednokrotnie miał olbrzymie problemy z realizowaniem swoich projektów i niejednokrotnie był zmuszany do uproszczeń i cięć ze względu na problemy budżetowe.
      Jako rysownika autora nie trzeba chyba specjalnie przedstawiać- pod względem rysunkowym komiks jest doskonały (9,9 w skali Dalhiego <oglądalność>), widać, że w ciągu tych dwunastu lat, które minęły od powstania Targów Nieśmiertelnych  Bilal nie próżnował. Jego ilustracje już wtedy stojące na bardzo wysokim poziomie wyraźnie nabrały większej głębi kolorystycznej i są lepsze moim zdaniem nawet od tych z późniejszego Snu Potwora. Wszystkie rysunki są znacznie bardziej szczegółowe, a niektóre z nich to prawdziwe arcydzieła, które można by oprawić i powiesić na ścianie, np. kadr z Anubisem i Horusem ze strony 46 (8,7 w skali Matejki <ekspozycyjność>). Również kadrowanie jest zdecydowanie lepsze <6,7 w skali Millera <trafność>)- raz powolne i majestatyczne, innym bardzo dynamiczne.
      Podsumowując wątpię, żeby jakikolwiek fan komiksu, który dojrzał już (przynajmniej 8,2 w skali Nowej Gildii Komiksu <mądrość>)  do opowieści bardziej skomplikowanych niż te trykotowe był zawiedziony tym albumem. Jego jedyną wadą jest to, że zakończenie opowieści pozostawia zbyt wiele pytań bez odpowiedzi (7,9 w skali Fincha <zagadkowość>), na które wielu z czytelników liczy. Może doczekamy się jeszcze kiedyś jakiejś kontynuacji. Zdecydowanie polecam Wam tę pozycję (9,8 w skali mojej <ogólne piękno>). Kto jeszcze nie czytał marsz do sklepu, a kto czytał niech zdejmie z półki i zagłębi się w przygodę jeszcze raz.

P.S. Wszystkie skale zawarte w tym tekście mają przedział 1-10. Kto nie wie, o co w nich chodzi zrozumie po przeczytaniu albumu.
...

Offline pookie

KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI
« Odpowiedź #7 dnia: Kwiecień 15, 2003, 11:11:28 pm »
Konkurs zakończony. Wszyscy spóźnialscy mogą wziąć udział w edycji kwietniowej (jeszcze pięć dni).

Zaczynamy głosowanie. I tu mała zmiana - w związku z pewnymi obawami, postanowiłem lekko zmodyfikować system oddawania głosów. Mianowicie nie będzie ankiety, a głosowanie przez privy. Krótko mówiąc, każdy, chcący wybrać najlepszą jego zdaniem recenzję, wysyła mi prywatną wiadomość ze wskazaniem swojego faworyta. Myślę, że to najbardziej efektywny sposób rozstrzygnięcia tej rywalizacji, Zatem zapraszam jeszcze raz do głosowania. Termin mija 25 kwietnia. Wyniki podam 26.
 for Pookie

Offline pookie

KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI
« Odpowiedź #8 dnia: Kwiecień 25, 2003, 10:41:05 am »
Jeszcze jeden dzień ! Głosujcie, bo rywalizacja jest bardzo zacięta !
 for Pookie

Offline pookie

KONKURS - edycja marcowa - WYNIKI
« Odpowiedź #9 dnia: Kwiecień 26, 2003, 03:27:53 pm »
Oto wyniki :

Wielkim zwycięzcą jest wilk ! Otrzymał 7 głosów, drugi jest Kurczak - 6 głosów, Bosnas, Tiall, Roody, No face po 1 głosie.

Gratuluję ! Zwycięzcę proszę o kontakt przez GG.
 for Pookie