trawa

Autor Wątek: "Jedno miasto-cztery kultury-osiem.."Łódź 02-03.09  (Przeczytany 9018 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline StoryTeller

"Jedno miasto-cztery kultury-osiem.."Łódź 02-03.09
« Odpowiedź #60 dnia: Wrzesień 03, 2006, 09:10:10 pm »
YEAH!

:D
i][...]można przeczytać, że w Raju Krat, tj. przepraszam,
w Kraju Rad ludzie żyją dłużej,
albowiem ich zdrowiu sprzyja świeże powietrze wolności;
[...][/i]

Offline _Młody_

"Jedno miasto-cztery kultury-osiem.."Łódź 02-03.09
« Odpowiedź #61 dnia: Wrzesień 03, 2006, 09:40:55 pm »
Cytat: "Saladyn"
Ostatnie zdjęcie srogie, nie inaczej! :o
'Yes, yes, yes!'

"Yes,yes,yes" już sobie z Hubim zastrzegliśmy na Pyrkonie :D
ozdro
Młody

Nec Hercules contre Szczures

Offline StoryTeller

"Jedno miasto-cztery kultury-osiem.."Łódź 02-03.09
« Odpowiedź #62 dnia: Wrzesień 03, 2006, 09:52:39 pm »
Cytat: "_Młody_"
Cytat: "Saladyn"
Ostatnie zdjęcie srogie, nie inaczej! :o
'Yes, yes, yes!'

"Yes,yes,yes" już sobie z Hubim zastrzegliśmy na Pyrkonie :D


Aczkolwiek używane było przezemnie do znudzenia w Łodzi już dużo, dużo wcześniej ;)
"Yes, yes, yes" wymiata ;)
i][...]można przeczytać, że w Raju Krat, tj. przepraszam,
w Kraju Rad ludzie żyją dłużej,
albowiem ich zdrowiu sprzyja świeże powietrze wolności;
[...][/i]

Offline Schtrasny

"Jedno miasto-cztery kultury-osiem.."Łódź 02-03.09
« Odpowiedź #63 dnia: Wrzesień 04, 2006, 05:57:42 pm »
te pokerowe twarze:


bazyliszkowe spojrzenia :lol: :


rwanie włosów z głowy:


"jestem bardziej fotogeniczny od mojej armii":


szybka ręka:


a Pasiak przekonywał, że turniej był absolutnie bez ciśnienia - spójrzcie na jego minę :lol: :


z lotu smoka i "wytykanie języka podobno pomaga" :roll:



figurki i oddziały jak się tam prezentowały:










czy wszyscy byli zadowoleni?

Offline b_sk

"Jedno miasto-cztery kultury-osiem.."Łódź 02-03.09
« Odpowiedź #64 dnia: Wrzesień 05, 2006, 10:21:55 am »
Wyniki:

1.Paweł Paszek/WE/               95
2.Hubert cichocki/WE/             89
3.Stanisław Scheiner/BoCh/    87
4.Jacek Kaczmarski/OK/         85
5.Olek Maj/WE/                      76
6.Bartosz Majchrowicz/Chaos/ 73
7.Mateusz Midura/DL/             71
8.Bartosz Nowacki/BoCh/        64
9.Piotr Szewczyk/HE/              62
10.Miłosz Siewierski/Chaos/     60
11.Łukasz Majchrowicz/DE/      57
12.Tomasz Malinowski/Skaven/ 55
13.Andrzej Malinowski/HE/       48
14.Łukasz Krysiak/BoCh/         46
15.Michał Błaszczyk/O&G/        45
16.Witold Stelmaszczyk/DoW/  41
17.Robert Biernacki/AoS/        40
18.Sebastian Ciecierski/EW/     39
Nażarte komunistyczną truflą dzikie świnie zdradziecko ryją zdrową tkankę polskiej racji stanu

Offline JK

"Jedno miasto-cztery kultury-osiem.."Łódź 02-03.09
« Odpowiedź #65 dnia: Wrzesień 11, 2006, 05:17:08 pm »
Wybrałem się na turniej z armią Ogre Kingdoms – na pewno nie turniejowym zwycięzcą, ale za to zabawną i z jajem. A poza tym pełną kolorytu.
Moja armia składała się z:

Tyrant – Tenderise, Wyrdstone Necklace, Fistful of Laurels
Butcher – Scroll, Bangstick
Butcher – Scroll
Butcher – Skull Mantle, Siege Breaker

21 Gnoblar Fighters
21 Gnoblar Fighters
8 Gnoblar Trappers

3 Bull – 2 hand weapons
3 Bull – 2 hand weapons
4 Ironguts – st, mu
4 Ironguts – st (War Banner), Look-uo Gnoblar, mu

2 Leadbelchers
2 Leadbelchers
Scraplauncher

Cannon
Cannon


Po raz pierwszy użyłem w Ograch armat – nie były może doskonałe, ale dały mi to czego ogrom brakuje – straszaka na smoki i sprawnego niszczyciela rydwanów.

I Bitwa – OK vs. Beasts of Chaos (Łukasz Krysiak)

Gracz młody i mało doświadczony. Armia nietypowa, bo składająca się m.in. z 2 Shaggothów. Wybrałem scenariusz „Zabójca Smoków”, przeciwnik zaś, kompletnie zbędny „Podmokły grunt”.

Od razu wyszło, że nie mam doświadczenia w celowaniu armatami i w pierwszych rundach nie spowodowałem większych zniszczeń. Bitwa była miła, bez zgrzytów, ale łatwo było mi wygrać. Ogry radzą sobie dość dobrze z dużymi potworami (szczególnie Tyrant z Tenderiserem). Świetnie radził sobie Scraplauncher, który raz za razem przerzedzał szeregi Khorngorów. Problemem, jak zwykle okazało się złapanie bohaterów. Ogry zupełnie nie mają narzędzi żeby sobie z tym radzić. No i dlatego bitwa skończyła się wynikiem 17:3, aż tyle za sprawą dodatkowych punktów ze scenariusza, za zabicie obu Shaggothów.


II Bitwa – OK vs. Wood Elves (Olek Maj)

Nie rzuciłem „Buntowników” no i miałem za swoje. Zamiast tego wybrałem „Przejęcie”, bo uznałem, że będzie mi łatwo wygrać ten scenariusz (to nie był jak się później okazało najlepszy pomysł). Olek grał mniej zachowawczo niż zwykle, ja natomiast prowadziłem armię bez konceptu.
W końcu wpuściłem pechowo 2 Treesinging, w efekcie czego las przyblokował mi oddział z generałem na dość długo, żeby się już stamtąd nie wydostać (głównie z powodu strachu przed Wood Masterem). Armaty nie zrobiły za dużo, reszta armii jeszcze mniej
W efekcie to Maju wygrał scenariusz. Do tego ja nie zdołałem wiele zabić, no i przegrałem należnie 14:6. Maju wygrał ze mną po raz pierwszy (w pojedynku Elfy – Ogry). No i dobrze.


III Bitwa – OK vs. Hordes of Chaos (Miłosz Siwierski)

Na przeciwko mnie stanęła malutka elitarna armia Slaanesha. Lord na smoku, do tego Exalted Deamon, mały oddział Chosen Knightów, 2 oddziały Warriorów Slaanesha, 2 Spawny. W sumie 3 poziomy magii i zero scrolli. Hehe. Sam nie wiem, gdzie te punkty w jego armii się podziały.
Graliśmy na stole z potężnym częściowo dwupoziomowym wzgórzem ciągnącym się przez prawie cały środek, oddzielającym obydwie połowy. Dla mnie sytuacja specyficzna, ale łatwa do wykorzystania. Mogłem w zasadzie niezagrożony przez szarże podejść w pierwszej rundzie, jednocześnie mając 2 rundy strzelania w smoka. Co prawda mogło mi to wyjść bokiem, ale się udało.
Zaczęło się od szybkich 2 ran na smoku z armatniego wystrzału w pierwszej rundzie. Psychicznie „uspokoiło” to Narsa, który zaniechał wyskoków smokiem na otwarte pole.
W drugiej rundzie mieliśmy 2 walki ogrów ze Spawnami, obie skończyły się przegranymi wciąż jednak żyjących Spawnów.
Trzecia runda to, wynikła z błędu w obliczeniu odległości, szarża Irongutów z Tyrantem na oddział Knightów. Pomimo Soporific Musku, ostał się raptem jeden rycerzyk, który nie zdołał uciec, a ja w pogoni wpadłem we flankę Warriorów...ufff.
W tym czasie Nars zjadł jedną z armat...przy pomocy lorda – moim zdaniem był to błąd, który kosztował go 1 straconą rundę i w efekcie przegraną bitwę.
Następnia, w mojej rundzie, zdjąłem czarami Exalteda (4 kości dispela i brak scrolli mi to zdecydowanie ułatwił), skasowałem w walce jednych Warriorów i zaszarżowałem na drugich robiąc mu kanapkę.
W swojej rundzie smok w końcu wpadł w plecy generała. Co zabawne oddział nie zdał strachu, więc w pierwszej rundzie trafiałem na ‘6’. Nie pomogło to Narsowi. Słabe rzuty i moja regenka pozwoliła mi ustać turę, a w swojej ze smoka zostały łuski, a uciekający lord zamieniał się w Spawna. Zamiana nie dobiegła jednak końca – chłopak zginął zadeptany przez pogoń.
Bitwa zakończyła się po 4 rundzie – stół był w zasadzie oczyszczony. Ja bez większych strat.
20:0 i koniec dnia pierwszego.



IV Bitwa – OK vs. Wood Elves (Big Pasiak)

Od razu zostałem uprzedzony, że mój przeciwnik to już pierwsza liga graczy w Polsce. Cóż.
Nie lubię porannych bitew, zwykle jestem trochę rozkojarzony. Tu na szczęście nie zrobiłem konkretnych błędów. Mogę tylko zastanawiać się czy zachowawczość nie była pochopna, ale miałem dużo do stracenia i wybrałem spokój.
Armia Pasiaka to najciekawsza rozpiska turniejowa WE z jaką dotychczas miałem okazję się zmierzyć. Co prawda Cannon trochę tam fluffowo kulał, ale reszta nadrabiała to z nawiązką.

Ponieważ znów grałem na stole z dużym wzniesieniem po środku, wybrałem wariant zachowawczy – czekałem aż on do mnie przyjdzie. Problem stanowiła obrona magiczna (aż 4 scrolle), 3 szybkie oddziały Wildów oraz 3 oddziały łuczników. Dlatego wolałem zminimalizować zagrożenie.
W efekcie jednak źle się wystawiłem i szybko straciłem cały support. Dodatkowo pech i kluczowy niezdany bicker uniemożliwił mi 2 szarże, co jeszcze bardziej usztywniło moje pozycje.
Przełom nastąpił dopiero gdy goniący oddział Wildów wystawił flankę Scraplauncherowi (który notabene nic nie trafiał – tak już miało pozostać do końca turnieju). To dało mi trochę punktów (bo potem miała miejsce dalsza szarża w łuczników).
Do tego doszedł ustrzelony z armat Alter Highborn (Pasiak wyskoczył jawnie na otwarty teren, licząc na ward save’a 3+, którego nie zdał już przy pierwszym rzucie). Ja w sumie nie straciłem niczego ważnego. Na wynik (trochę korzystniejszy dla mnie) miało też wpływ zakończenie starcia przed czasem, po 5 rundzie (odpuściłem sobie jednak atakowanie wystawionych bohaterów, bo Pasiak nie wiedział o końcu bitwy gdy wykonywał fazę ruchu).

W sumie remis 10:10 (odrobinę na moją korzyść; potem Pasiak mówił, że trochę pomylił się w liczeniu małych punktów, co jednak nie wpłyneło by na ostateczny wynik starcia). Byłem zadowolony, że nie przegrałem, ale pozostał niedosyt, że bitwa była dość statyczna, i że tak spieprzyłem deploya.

V Bitwa – OK vs. Beasts of Chaos (Stasio Scheiner) (mam nadzieję, że poprawnie zapisałem nazwisko)

No i w ostatniej bitwie wylądowałem na 2 stole. Jej!!!
Kolejna oryginalna rozpiska – zero rydwanów i sporo dużych bestii. Miłe zaskoczenie i jednocześnie obawa wynikająca głównie z mojego (pomimo stażu) braku doświadczenia turniejowego.
To była najlepsza bitwa tego turnieju, obfitująca w nagłe zmiany prowadzenia, szczęśliwe rzuty i trudne wybory.
Ja wybrałem kartę „Buntowników”, przeciwnik zaś „Zawieruchę”. Karty miały mały, ale jednak wpływ na bitwę. Ja straciłem, bo Scraplauncher w zasadzie nie działał, a Bestie bo pod koniec gry nie mogły uciec przed szarżą. Mała wskazówka co do nowej edycji.

Zaczęło się od drobnego błędu w ruchach w 1 rundzie, co w efekcie uniemożliwiło mi wyszarżowanie Tyrantem na Dragon Ogry (ciekawe czy Stasio to widział?). Potem znów mój błąd (po cholerę uciekałem?) i ucieczka Bullami przed szarżą Dragon Ogrów, które wbijają mi się w oddział Irongutów z 2 Butcherami i zabijają obydwu (to bolało). W odpowiedzi z 6 ataków zadaję 4 rany (wow!) i wygrywam walkę. W mojej rundzie, dzięki temu, że atakowałem pierwszy robię kolejne 4 rany i łamię Dragon Ogry (zupełnie nie spodziewanie), panikuję czającego się już z tyłu Herda (który ucieka za stół) i niszczę Ogry w pogoni. Jednak mimo to brakuje mi jeszcze cala i kończę bieg tuż przed 2 Minotaurami ustawionymi dokładnie na mojej flance (nie!!). No cóż ta flanka zdecydowała. Za chwilę straciłem ten oddział. Z drugiej strony stołu Gnoblary wytrzymują szarżę z frontu 2 oddziałów Psów Chaosu, które zadają tylko 1 ranę. Maluchy wygrywają walkę i doganiają jedne z piesków. Drugie uciekają tak, że w następnej rundzie blokują szarżę Herdowi z generałem.
W tej samej turze, mocno samobójcza szarża 3 Bulli na oddział Khorngorów, kończy się 5 martwymi bestiami i przegraną raptem o muzyka, do walki zaś za chwilę dobijają się wspomniane przed chwilą waleczne Gnoblary.
Po drodze 2 Leadbelcherów zabija Giganta, zadając mu ze strzelania 4 rany (wcześniej trafił go cannon).
Jest po prostu niesamowicie.
Sytuację psuje odrobinę 2 oddział Gnoblarów, który właśnie decyduje się pokłócić i nie wspomaga szarży Scraplaunchera na 2 ambushującego Herda. Śmieciarka zawala sprawę i ginie w ucieczce. Mam jednak masę szczęście, bo zdaję w zasadzie wszystkie paniki.

Wspomniane pieski blokują szarżę Herdowi, więc Stasiu wyszarżowuje tylko Beastlordem, chcąc ratować Khorngory. Beastlord jednak trochę zawala sprawę, bo uciekają Bulle (które tym razem były mniej skuteczne), ale wystają Gnoblary (wciąż w szale zwycięstwa ;)) To kończy los Beastlorda. W mojej rundzie do walki dołącza się z flanki oddział Irongutów z Tyrantem i kończy sprawę.
Jakiś czas później Steal Soule Bestii zabijają mi ostatniego Butchera. Nie przeszkadza mi to jednak szarżować na Herda (jednak już bez Shamanów, którzy skwapliwie z niego uciekli). Ten wybiera jednak ucieczkę, niespodziewanie – za stół.
Ostatnia runda to szarża 2 Minotaurów (z flanki) i pozostałego Herda (z tyłu) na Tyranta i jego oddział. O dziwo, głównie dzięki słabym rzutom Minosów, wygrywam walkę i niszczę obydwa oddziały.
Ostatni Minotaur na stole (z drugiego oddziału) ginie od strzału armatniego.

Na stole zostaje niewiele – 3 Shamanów Bestii, a z mojej strony armata, 3 Bulle, 3 Irongutów i Tyrant.
W sumie 11:9 dla mnie i wielka satysfakcja (choć nie bez szczęścia).

W efekcie zająłem miejsce tuż pod podium. Ale i tak 4 pozycja dla armii Ogrów to duże zaskoczenie. Szczególnie, że za malowanie dostałem jakieś minimalne punkty, bo armia była mocno nie dokończona.
Ale i tak jestem bardzo zadowolony, dzięki wysokiej pozycji Ogrami i kilku naprawdę fajnym bitwom.
To był bardzo udany turniej, który znacznie wzbogacili gracze przyjezdni. Oby tak dalej.

Offline JK

"Jedno miasto-cztery kultury-osiem.."Łódź 02-03.09
« Odpowiedź #66 dnia: Wrzesień 11, 2006, 05:19:01 pm »
Wybrałem się na turniej z armią Ogre Kingdoms – na pewno nie turniejowym zwycięzcą, ale za to zabawną i z jajem. A poza tym pełną kolorytu.
Moja armia składała się z:

Tyrant – Tenderise, Wyrdstone Necklace, Fistful of Laurels
Butcher – Scroll, Bangstick
Butcher – Scroll
Butcher – Skull Mantle, Siege Breaker

21 Gnoblar Fighters
21 Gnoblar Fighters
8 Gnoblar Trappers

3 Bull – 2 hand weapons
3 Bull – 2 hand weapons
4 Ironguts – st, mu
4 Ironguts – st (War Banner), Look-uo Gnoblar, mu

2 Leadbelchers
2 Leadbelchers
Scraplauncher

Cannon
Cannon


Po raz pierwszy użyłem w Ograch armat – nie były może doskonałe, ale dały mi to czego ogrom brakuje – straszaka na smoki i sprawnego niszczyciela rydwanów.

I Bitwa – OK vs. Beasts of Chaos (Łukasz Krysiak)

Gracz młody i mało doświadczony. Armia nietypowa, bo składająca się m.in. z 2 Shaggothów. Wybrałem scenariusz „Zabójca Smoków”, przeciwnik zaś, kompletnie zbędny „Podmokły grunt”.

Od razu wyszło, że nie mam doświadczenia w celowaniu armatami i w pierwszych rundach nie spowodowałem większych zniszczeń. Bitwa była miła, bez zgrzytów, ale łatwo było mi wygrać. Ogry radzą sobie dość dobrze z dużymi potworami (szczególnie Tyrant z Tenderiserem). Świetnie radził sobie Scraplauncher, który raz za razem przerzedzał szeregi Khorngorów. Problemem, jak zwykle okazało się złapanie bohaterów. Ogry zupełnie nie mają narzędzi żeby sobie z tym radzić. No i dlatego bitwa skończyła się wynikiem 17:3, aż tyle za sprawą dodatkowych punktów ze scenariusza, za zabicie obu Shaggothów.


II Bitwa – OK vs. Wood Elves (Olek Maj)

Nie rzuciłem „Buntowników” no i miałem za swoje. Zamiast tego wybrałem „Przejęcie”, bo uznałem, że będzie mi łatwo wygrać ten scenariusz (to nie był jak się później okazało najlepszy pomysł). Olek grał mniej zachowawczo niż zwykle, ja natomiast prowadziłem armię bez konceptu.
W końcu wpuściłem pechowo 2 Treesinging, w efekcie czego las przyblokował mi oddział z generałem na dość długo, żeby się już stamtąd nie wydostać (głównie z powodu strachu przed Wood Masterem). Armaty nie zrobiły za dużo, reszta armii jeszcze mniej
W efekcie to Maju wygrał scenariusz. Do tego ja nie zdołałem wiele zabić, no i przegrałem należnie 14:6. Maju wygrał ze mną po raz pierwszy (w pojedynku Elfy – Ogry). No i dobrze.


III Bitwa – OK vs. Hordes of Chaos (Miłosz Siwierski)

Na przeciwko mnie stanęła malutka elitarna armia Slaanesha. Lord na smoku, do tego Exalted Deamon, mały oddział Chosen Knightów, 2 oddziały Warriorów Slaanesha, 2 Spawny. W sumie 3 poziomy magii i zero scrolli. Hehe. Sam nie wiem, gdzie te punkty w jego armii się podziały.
Graliśmy na stole z potężnym częściowo dwupoziomowym wzgórzem ciągnącym się przez prawie cały środek, oddzielającym obydwie połowy. Dla mnie sytuacja specyficzna, ale łatwa do wykorzystania. Mogłem w zasadzie niezagrożony przez szarże podejść w pierwszej rundzie, jednocześnie mając 2 rundy strzelania w smoka. Co prawda mogło mi to wyjść bokiem, ale się udało.
Zaczęło się od szybkich 2 ran na smoku z armatniego wystrzału w pierwszej rundzie. Psychicznie „uspokoiło” to Narsa, który zaniechał wyskoków smokiem na otwarte pole.
W drugiej rundzie mieliśmy 2 walki ogrów ze Spawnami, obie skończyły się przegranymi wciąż jednak żyjących Spawnów.
Trzecia runda to, wynikła z błędu w obliczeniu odległości, szarża Irongutów z Tyrantem na oddział Knightów. Pomimo Soporific Musku, ostał się raptem jeden rycerzyk, który nie zdołał uciec, a ja w pogoni wpadłem we flankę Warriorów...ufff.
W tym czasie Nars zjadł jedną z armat...przy pomocy lorda – moim zdaniem był to błąd, który kosztował go 1 straconą rundę i w efekcie przegraną bitwę.
Następnia, w mojej rundzie, zdjąłem czarami Exalteda (4 kości dispela i brak scrolli mi to zdecydowanie ułatwił), skasowałem w walce jednych Warriorów i zaszarżowałem na drugich robiąc mu kanapkę.
W swojej rundzie smok w końcu wpadł w plecy generała. Co zabawne oddział nie zdał strachu, więc w pierwszej rundzie trafiałem na ‘6’. Nie pomogło to Narsowi. Słabe rzuty i moja regenka pozwoliła mi ustać turę, a w swojej ze smoka zostały łuski, a uciekający lord zamieniał się w Spawna. Zamiana nie dobiegła jednak końca – chłopak zginął zadeptany przez pogoń.
Bitwa zakończyła się po 4 rundzie – stół był w zasadzie oczyszczony. Ja bez większych strat.
20:0 i koniec dnia pierwszego.



IV Bitwa – OK vs. Wood Elves (Big Pasiak)

Od razu zostałem uprzedzony, że mój przeciwnik to już pierwsza liga graczy w Polsce. Cóż.
Nie lubię porannych bitew, zwykle jestem trochę rozkojarzony. Tu na szczęście nie zrobiłem konkretnych błędów. Mogę tylko zastanawiać się czy zachowawczość nie była pochopna, ale miałem dużo do stracenia i wybrałem spokój.
Armia Pasiaka to najciekawsza rozpiska turniejowa WE z jaką dotychczas miałem okazję się zmierzyć. Co prawda Cannon trochę tam fluffowo kulał, ale reszta nadrabiała to z nawiązką.

Ponieważ znów grałem na stole z dużym wzniesieniem po środku, wybrałem wariant zachowawczy – czekałem aż on do mnie przyjdzie. Problem stanowiła obrona magiczna (aż 4 scrolle), 3 szybkie oddziały Wildów oraz 3 oddziały łuczników. Dlatego wolałem zminimalizować zagrożenie.
W efekcie jednak źle się wystawiłem i szybko straciłem cały support. Dodatkowo pech i kluczowy niezdany bicker uniemożliwił mi 2 szarże, co jeszcze bardziej usztywniło moje pozycje.
Przełom nastąpił dopiero gdy goniący oddział Wildów wystawił flankę Scraplauncherowi (który notabene nic nie trafiał – tak już miało pozostać do końca turnieju). To dało mi trochę punktów (bo potem miała miejsce dalsza szarża w łuczników).
Do tego doszedł ustrzelony z armat Alter Highborn (Pasiak wyskoczył jawnie na otwarty teren, licząc na ward save’a 3+, którego nie zdał już przy pierwszym rzucie). Ja w sumie nie straciłem niczego ważnego. Na wynik (trochę korzystniejszy dla mnie) miało też wpływ zakończenie starcia przed czasem, po 5 rundzie (odpuściłem sobie jednak atakowanie wystawionych bohaterów, bo Pasiak nie wiedział o końcu bitwy gdy wykonywał fazę ruchu).

W sumie remis 10:10 (odrobinę na moją korzyść; potem Pasiak mówił, że trochę pomylił się w liczeniu małych punktów, co jednak nie wpłyneło by na ostateczny wynik starcia). Byłem zadowolony, że nie przegrałem, ale pozostał niedosyt, że bitwa była dość statyczna, i że tak spieprzyłem deploya.

V Bitwa – OK vs. Beasts of Chaos (Stasio Scheiner) (mam nadzieję, że poprawnie zapisałem nazwisko)

No i w ostatniej bitwie wylądowałem na 2 stole. Jej!!!
Kolejna oryginalna rozpiska – zero rydwanów i sporo dużych bestii. Miłe zaskoczenie i jednocześnie obawa wynikająca głównie z mojego (pomimo stażu) braku doświadczenia turniejowego.
To była najlepsza bitwa tego turnieju, obfitująca w nagłe zmiany prowadzenia, szczęśliwe rzuty i trudne wybory.
Ja wybrałem kartę „Buntowników”, przeciwnik zaś „Zawieruchę”. Karty miały mały, ale jednak wpływ na bitwę. Ja straciłem, bo Scraplauncher w zasadzie nie działał, a Bestie bo pod koniec gry nie mogły uciec przed szarżą. Mała wskazówka co do nowej edycji.

Zaczęło się od drobnego błędu w ruchach w 1 rundzie, co w efekcie uniemożliwiło mi wyszarżowanie Tyrantem na Dragon Ogry (ciekawe czy Stasio to widział?). Potem znów mój błąd (po cholerę uciekałem?) i ucieczka Bullami przed szarżą Dragon Ogrów, które wbijają mi się w oddział Irongutów z 2 Butcherami i zabijają obydwu (to bolało). W odpowiedzi z 6 ataków zadaję 4 rany (wow!) i wygrywam walkę. W mojej rundzie, dzięki temu, że atakowałem pierwszy robię kolejne 4 rany i łamię Dragon Ogry (zupełnie nie spodziewanie), panikuję czającego się już z tyłu Herda (który ucieka za stół) i niszczę Ogry w pogoni. Jednak mimo to brakuje mi jeszcze cala i kończę bieg tuż przed 2 Minotaurami ustawionymi dokładnie na mojej flance (nie!!). No cóż ta flanka zdecydowała. Za chwilę straciłem ten oddział. Z drugiej strony stołu Gnoblary wytrzymują szarżę z frontu 2 oddziałów Psów Chaosu, które zadają tylko 1 ranę. Maluchy wygrywają walkę i doganiają jedne z piesków. Drugie uciekają tak, że w następnej rundzie blokują szarżę Herdowi z generałem.
W tej samej turze, mocno samobójcza szarża 3 Bulli na oddział Khorngorów, kończy się 5 martwymi bestiami i przegraną raptem o muzyka, do walki zaś za chwilę dobijają się wspomniane przed chwilą waleczne Gnoblary.
Po drodze 2 Leadbelcherów zabija Giganta, zadając mu ze strzelania 4 rany (wcześniej trafił go cannon).
Jest po prostu niesamowicie.
Sytuację psuje odrobinę 2 oddział Gnoblarów, który właśnie decyduje się pokłócić i nie wspomaga szarży Scraplaunchera na 2 ambushującego Herda. Śmieciarka zawala sprawę i ginie w ucieczce. Mam jednak masę szczęście, bo zdaję w zasadzie wszystkie paniki.

Wspomniane pieski blokują szarżę Herdowi, więc Stasiu wyszarżowuje tylko Beastlordem, chcąc ratować Khorngory. Beastlord jednak trochę zawala sprawę, bo uciekają Bulle (które tym razem były mniej skuteczne), ale wystają Gnoblary (wciąż w szale zwycięstwa ;)) To kończy los Beastlorda. W mojej rundzie do walki dołącza się z flanki oddział Irongutów z Tyrantem i kończy sprawę.
Jakiś czas później Steal Soule Bestii zabijają mi ostatniego Butchera. Nie przeszkadza mi to jednak szarżować na Herda (jednak już bez Shamanów, którzy skwapliwie z niego uciekli). Ten wybiera jednak ucieczkę, niespodziewanie – za stół.
Ostatnia runda to szarża 2 Minotaurów (z flanki) i pozostałego Herda (z tyłu) na Tyranta i jego oddział. O dziwo, głównie dzięki słabym rzutom Minosów, wygrywam walkę i niszczę obydwa oddziały.
Ostatni Minotaur na stole (z drugiego oddziału) ginie od strzału armatniego.

Na stole zostaje niewiele – 3 Shamanów Bestii, a z mojej strony armata, 3 Bulle, 3 Irongutów i Tyrant.
W sumie 11:9 dla mnie i wielka satysfakcja (choć nie bez szczęścia).

W efekcie zająłem miejsce tuż pod podium. Ale i tak 4 pozycja dla armii Ogrów to duże zaskoczenie. Szczególnie, że za malowanie dostałem jakieś minimalne punkty, bo armia była mocno nie dokończona.
Ale i tak jestem bardzo zadowolony, dzięki wysokiej pozycji Ogrami i kilku naprawdę fajnym bitwom.
To był bardzo udany turniej, który znacznie wzbogacili gracze przyjezdni. Oby tak dalej.