Gildia Mangi i Anime (www.manga.gildia.pl) > Forum Mangi i Anime

Sport w m/a

<< < (3/13) > >>

Nakago:

--- Cytat: "Alfonsighno" ---Po prostu nie moge wrecz patrzec na straszliwie crappy druzyny ktore dzieki boskim zawodnikom, ktorzy pojawiaja sie zupelnie z nikad udaja sie w droge na szczyt.
--- Koniec cytatu ---

Polecam "Shoot!" (mangę) tudzież "Aoki Densetsu Shoot!" (anime). Ani 'straszliwie crappy drużyna', ani 'boscy zawodnicy znikąd' ;-). Zespół, oczywiście, zyskuje na przybyciu pierwszoklasistów, ale nadal najlepsi są ci starsi i to na nich opiera się taktyka drużyny. Bardzo ładnie udowadnia to Kamiya (mój ulubieniec, no ba! :-p) na samym początku - mimo nieobecności Kubo, a za to obecności (od połowy, ale to detal :-p) całej Trójki Kakenishi, drugoklasiści wygrywają. Oni ćwiczą i stają się lepsi, ale ani to nie jest nadzwyczaj szybkie, ani nadprzyrodzone, ani nawet jakieś szczególne. Owszem, niektóre zagrania zrywają czapki (fuksiasty, zwycięski gol Tanaki w meczu przeciwko drużynie Ashizawy...; potem Matsushita przerobił to na celowe zagranie, i to dopiero było koszmarne... :-p; a potem, pod koniec, strzały Reinhardta), ale da się przeżyć. Najgorsza jest w tym anime kreska :-p. Pocieszę: w mandze jest gorsza :-p.

Chyba będę musiała się porządnie zabrać za mangi Mitsuru Adachi... albo za anime na ich podstawie ;-), skoro to już kolejna osoba zachęca. Znałam kiedyś prawdziwego miłośnika tych mang - ten to miał gadane... :-D

Louise:
Mangi sportowe. Klasyka czyli "Tsubasa". Czyta się to nieźle mimo całowitego braku realizmu. Ma swój urok, może dlatego, że historia jest stara i wyraźnie widać w niej japońską fascynację gwiazdami piłki lat 80.
"Shoot" w wersji animowanej (mangi nie czytałam i nie zamierzam) nie przypadło mi do gustu. Wynudziłam się na tych paru epizodach które oglądałam. Z opowieści piłkarksich całkiem sprawnie zrealizowana była "Jedenastka Marzeń" (nie wiem jaki to miało japoński tytuł). Dobra animacja, realizm w meczach i przynajmniej drużyna głównego hero (tradycyjnie beznadziejnego) miała ludzkie problemy.
Z innych historii - "Himitsu no Hanazono". Nie jest to komiks stricte sportowy, ale sport odgrywa on tutaj dużą rolę. Główna bohaterka jest bowiem biegaczką i podczas przebiegu fabuły śledzimy m.in. jej treningi i występ na zawodach.
No i oczywiście Haruka Tenoh jako kierowca rajdowy. W doujinach ten motyw jest często wykorzystywany, a bohaterka w stroju kierowcy prezentuje się nadzwyczaj interesująco dla swoich fanek ;)
O epizodach siatkarskich w "Oniisama e" czy kendo w "Marimite" wspominać nie warto.

Nakago:

--- Cytat: "Louise" ---Z opowieści piłkarksich całkiem sprawnie zrealizowana była "Jedenastka Marzeń" (nie wiem jaki to miało japoński tytuł).
--- Koniec cytatu ---

"Goal Field Hunter" (albo "Goal FH"). Miałam pecha, nie trafiłam na to anime, kiedy leciało w naszej telewizji. A nadawali je, o ile wiem, tylko raz :-(, nie tak, jak ADS! czy Tsubasę. Nie wiem też nic o tym, żeby jakaś grupa je subowała. Porażka, normalnie.

Anime to wyróżnia się również tym, że nie opowiada o drużynie szkolnej. Mangi i anime z reguły skupiają się na młodzieży szkolnej i w związku z tym mówią o szkolnych rozgrywkach. Albo przynajmniej od tego zaczynają, jak CT, który swój początek miał w czasach szkoły podstawowej Ozory (ostatnia klasa, ale zawsze), po czym prowadził przez gimnazjum i liceum, w kolejnych seriach, by, o ile się orientuję, w "Road to 2002" skończyć na Tsubasie dorosłym. Z tych historii, które się wśród szkolnej młodzieży nie dzieją, zdecydowanie mało trafia na Zachód :-(. A szkoda. Wielka. Ja bym chciała obejrzeć "Kazu to Yasu"...

"Attack No. 1" 'przepięknym' bym nie nazwała :-p. Owszem, oglądałam pasjami swego czasu na RTL2, ale grafika już wtedy trochę mnie gryzła, a niektóre problemy bohaterki były... no cóż, przesadzone.

Znamy te same historie o siatkówce, Szyszko ;-). A liczyłam na coś nowego... Ale tak, jak tytuły o koszykówce, piłce nożnej i baseballu mogę wymieniać, tak z siatkówką cienko.

Powiedzcie mi, co widzą Japończycy w śmierci w anime sportowych (tak a propos Mili, ale nie tylko - 6 odcinek "Majora" wbił mnie w krzesło już samym swoim tytułem; zatrzasnęłabym za to tego, kogo to był pomysł :evil: - takie tytuły powinny być zabronione, jak na szpilkach siedziałam prawie cały odcinek)? Nie dość, że sporej liczbie bohaterów umierają rodzice (w tym głównych, ale nie tylko), zazwyczaj ojcowie, jeszcze przed rozpoczęciem całej opowieści, to w dodatku lubią zabijać kogoś w trakcie. "Major" to trzecie anime sportowe, jakie kojarzę, w którym umiera ktoś istotny. Czwarte, jeśli liczyć "Whistle!", ale tam nie chodziło o osobę ważną dla głównej postaci. Przyznam, że jestem wkurzona. Potężnie *zgrzyta zębami*.


Noli, zaczęłam kiedyś "Suzukę", ale obejrzałam tylko pierwszy odcinek. Jak dla mnie: za mało sportu, za dużo haremowego shounen. Gdyby tym sportem była jeszcze jakaś gra zespołowa, może by mnie to przekonało. Ale lekkiej atletyki nie lubię aż tak, by się zmagać z haremem, którego nie lubię wybitnie. Może kiedyś mi przejdzie i "Suzukę" obejrzę ;-).

Szyszko, TnO, oczywiście, znam :-D, zarówno anime, jak i mangę. No, do pewnego momentu w każdym bądź razie. W TV nie mogę strawić tych nakładających się na siebie kortów - bezsensowny środek uatrakcyjniający (?) serial. Paskudztwo. Ale bohaterowie ciekawi (uwielbiam Kunimitsu Tezukę [oprócz charakteru ma również fajnego seiyuu ;-)], ale nikt nie przebije ojca Ryoumy... :roll: ) i sport też interesujący, mimo tych wszystkich nadludzkich wyczynów graczy ;-).

Louise, z wymienionych przez Ciebie tytułów piłkarskie i yuri w miarę znam, ale dwóch pozostałych nie kojarzę w ogóle. Postaram się gdzieś je znaleźć.

Louise:
W przypadku sportowych anime nie należy zapominać o Gigim :) Co prawda najważniejsze były tu koszykówka i...białe majteczki ;) ale trafił się też epizod o ping-pongu i bejsbolowy.
No i jeszcze Tygrysia Maska z zapaśnikami.

Nakago:
Już myślałam, że Was przestraszyłam moim poprzednim, długaśnym postem, i nikt już w tym temacie się nie odezwie *oddycha z ulgą*.


Jakże bym śmiała zapomnieć... Oglądałam obie serie i obie mi się równo nie podobały - z różnych powodów. "Dash! Kappei", bo takie ujęcie tematu jest zniewagą dla sportu ('Zniewagą dla świerszcza, zniewagą dla krowy' :-p); oczywiście to tylko moje, zboczone odczucia. "Tiger Mask", ponieważ nie przepadam za sportami walki, a już takimi w stylu wolnej amerykanki w ogóle (boks przeżyję od biedy).


Poszłam sobie dzisiaj do pracy i już od progu rzuciłam się na koleżankę, która z m/a nie ma kompletnie nic wspólnego (jak wszyscy w naszym biurze), by zasypać ją żalami na temat "Majora". Otóż w 6 odcinku zdarzyło się coś, czego bardzo nie lubię: działania postaci doprowadziły mnie do szału. A raczej brak działań. Podobnie było w ADS!, w epizodzie, w którym Kenji znika z hotelu i nie pojawia się na noc (jeden z ostatnich). Brak inicjatywy całej drużyny był dla mnie porażający. Kamiya potrafił tylko siedzieć i się zamartwiać :evil:. A jakby coś się stało? W "Majorze" zawodnik w czasie meczu dostaje w głowę (chronioną kaskiem, ale zawsze) twardą piłką lecącą z prędkością 158 km/h. Przewraca się, nieprzytomny, chwilę leży, po czym wstaje i gra dalej. Wszyscy, totalnie wszyscy, traktują to zdarzenie nieledwie jakby nic się nie stało. Można by się spodziewać, że każdy lekarz, znajdujący się choćby na widowni, będzie zaniepokojony takim wypadkiem, ale nie. Mecz się kończy, poszkodowany zostaje okrzyknięty bohaterem dnia (najzupełniej słusznie), po czym jedzie sobie do domu. Uwierzcie, że jak to zobaczyłam, przeżyłam szok. Nie jestem lekarzem, ale... No darujcie. Człowiek się przewróci i uderzy w głowę, to już mu robią jakieś prześwietlenia, tomografie i co tam jeszcze. Jaki człowiek, przewracając się, wali głową w beton z prędkością 158 km/h?! Jestem wściekła na wszystkich, którzy byli świadkami tego wypadku :evil:. Głupota ludzka nie zna granic...

Przepraszam, musiałam się wygadać ;-). Może ktoś zechce podjąć dyskusję... :-D.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej