trawa

Autor Wątek: Trudna sztuka recenzowania i oceniania  (Przeczytany 80524 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Wilk Stepowy

  • Starszy Gildii
  • *******
  • Wiadomości: 13 886
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
  • wilk bez zębów
Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 30, 2007, 05:13:21 pm »
No, wreszcie czuję się jak podczas rozmowy, a nie przesłuchania :)

Otóż ja wychodzę z założenia, są pewne obiektywne kwestie, które można ocenić w całkowitym oderwaniu od gustu. Wyszczególnię to po łebkach, dla przykładu: szczegółowość - to czy jest, czy jej nie ma to obiektywne stwierdzenie. W wielu przypadkach podejście do tego zagadnienia może być kwestią gustu, ale w wielu brak szczegółowości może być obiektywnie poczytany na "-" dla produkcji. W przytoczonym przez Ciebie Mushishi, przy całym potencjale tego anime, kwestia braku szczegółowości jak najbardziej może być poczytana za celowy zabieg mający coś podkreślić/ukazać/przekazać. Można kłócić się o interpretację tego faktu. Jednakże w takim Claymore, gdzie otoczenie jest dość ubogie i jest totalny brak zwierząt, ten brak szczegółowości poczytam za błąd (bo gdy zwierzę jest potrzebne - bohaterowie są głodni - to znajduje się bez problemu w kolejnym kadrze). Jest wiele przypadków, gdzie mała szczegółowość grafiki nic ze sobą nie niesie i takie przypadki, imo, można obiektywnie ocenić na "-" dla anime. To, czy komuś to przeszkadza mniej czy bardziej, czy w ogóle nie przeszkadza, to inna kwestia.

Twoje podsumowanie problemu nieznajomości przez recenzenta podobnych tytułów bądź tytułów, z których opisywane anime czerpało to, imo, niedostatki u recenzenta. Ale to subiektywne ocenianie zadania jakie ma spełniać recenzja. Moim zdaniem ma jak najbardziej kompleksowo omówić anime, dodatkowo przekazując całkowicie subiektywne wrażenia recenzenta, ale w oparciu o jak najbardziej obiektywne przedstawienie anime. Rozumiem, że dla kogoś recenzja może być całkowicie subiektywnym opisem odczuć recenzenta związanych konkretnym anime. Nie wiem kto ma rację :) Ale zgadzam się, że nie da się obiektywnie wybrać kwestię, które trzeba omówić przy recenzowaniu danego anime. Jedynym wyznacznikiem może być tu to na co zwracają naszą uwagę autorzy, ale nie oznacza  to (przyznaję), że dla każdego te konkretne rzeczy będą zawsze najważniejsze.
W każdym razie należy dążyć do tego, by jak najtrafniej wybrać opisywane w recenzji rzeczy - by przydało to się jak największej ilości osób.

Takim wzorem obiektywizmu przy recenzowaniu i subiektywizmu przy ocenie jest dla mnie recenzja Tenjou Tenge popełniona przez wa-totem. Ja to anime bardzo lubię, on go bardzo nie lubi, a co do recenzji w pełni się z nim zgadzam - jedyne co mnie różni od recenzenta to końcowe oceny zawarte w formie cyferek.

Obiektywizm jest taki - była II Wojna Światowa, jeśli za kryterium oceny przyjmiemy śmiertelność ludzi to obiektywnie możemy powiedzieć, że była ona zła. Tak samo mogę powiedzieć, że w większości produkcji seiyu posługują się językiem angielski. Przyjmując za kryterium oceny wymowę mogę obiektywnie ocenić, że w większości kaleczą język angielski niemiłosiernie. Tylko... ktoś może uważać, że to kaleczenie jest urocze, a akcent brzmi cudownie! nie zmienia to jednak obiektywności mojej oceny.

Co do adaptacji - nie "nie do przyjęcia", ale im wierniejsze tym, imo, lepsze w 95% przypadków. Przypominam, że mówimy o wyglądzie postaci i niczym innym. Jakby mi w Black Lagoon wstawili blondynkę w miejsce Revy to bym się wybitnie zirytował (a nadmienię, że Black Lagoon jest jedną z wierniejszych adaptacji mangi jakie dane mi było widzieć).

I przecież ja nie pisałem, że recenzja ma być obiektywna (zawsze powtarzałem, że końcowe oceny będą subiektywne), tylko że niektóre rzeczy da się przedstawić obiektywnie i należy do tego dążyć. Bez tego, jak i bez przedstawienia swoich gustów w recenzji, recenzja nie będzie wiele warta dla kogoś kto nie zna recenzenta. Najpiękniej napisana recenzja bez odniesienia się do obiektywnego opisu (właśnie takie napisanie o "końskiej mordzie", zamiast o pociągłej twarzy) nie będzie zrozumiała, bo czytelnik nie będzie miał porównania między swoim gustem a gustem recenzenta. Nie będzie wiedział, bądź nie będzie rozumiał, dlaczego recenzent odebrał tą rzecz w taki sposób (ja dla przykładu, nie wiem dlaczego Grisznak w recenzji Umisho określił głównego bohatera jako emo - nie podał żadnych przykładów jego zachowania, które na to by wskazywał. Nie znam Grisznaka, nie wiem co przez to rozumiał. Gdybym nie znał anime to spodziewałbym się użalającego się nad sobą dzieciaka ciągle gadającego "wy mnie nie rozumiecie" itp)

Podsumowując. By recenzja była zrozumiała w odbiorze dla większości czytelników, musi być jakiś wspólny mianownik dla nich i dla recenzenta. Im bardziej jest to obiektywna rzecz, tym recenzent zostanie lepiej zrozumiany przez czytelników.

I EOT bo mi się mózg lasuje. W każdym razie dziękuję za zmuszenie mnie do porządnego przedstawienia i obrony swojego zdania :) Prawda jest pewnie gdzieś po środku.

Offline Shirosama

Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #16 dnia: Grudzień 01, 2007, 10:05:01 am »
Dlatego recenzje są niepotrzebne i strony na których one są powinny zostać usunięte z sieci.
I po drugie właśnie tak jak powiedziałeś że każdy ma swój gust również recenzent i od tego zależy jego ocena anime. Z recenzjami wa-totem się w większości zgadzam gdyż jak pamiętam ja również tak bym to ocenił.
Zgadzam z jego recenzją Air,Elfen Lied i RahXephon chociaż to ostatnie trochę za wysoko ocenił.
Te 3 recenzje które wymieniłem wcześniej są jednymi z najżałośniejszych na Tanuki. Aha jeszcze ta recenzja Shuffle
http://anime.tanuki.pl/strony/anime/640/rec/648 przedstawia ubytki niejakiego GHOST.
Niektórzy nie rozumieją że jeśli coś jest na podstawie gry to będzie tak zrobione. W tym anime była taka ładna muzyka a widocznie ta osoba jest jakaś głucha.
Podobnie http://anime.tanuki.pl/strony/anime/420/rec/413 green green wa-totem ocenił za nisko. Nie wiem co mu tym razem odbiło za muzykę dawać taką niską ocenę a przecież opening i ending są genialne i  było to jedno z najśmieszniejszych anime jakie widziałem. Ale jeśli ktoś stary ocenia takie komedie to potem takie są efekty. On widocznie woli poważne anime.

Offline Konował

Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #17 dnia: Grudzień 01, 2007, 10:46:12 am »
Wszystkie recenzje są w mniejszym lub większym stopniu subiektywne, obiektywne są urządzenia miernicze, nie ludzie. Jednak przed sięgnięciem po jakąś serie zwykle czytam recenzję, przeglądam screeny i oglądam jakiś teledysk na YouTubie :P


"...zeznając prawdę i tylko prawdę nie pamiętając nic z tego co jest mu wiadome"

Offline @

Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #18 dnia: Grudzień 01, 2007, 10:50:18 am »
Cytuj
I po drugie właśnie tak jak powiedziałeś że każdy ma swój gust również recenzent i od tego zależy jego ocena anime.



Cytuj
W tym anime była taka ładna muzyka a widocznie ta osoba jest jakaś głucha.


Czyli jest głucha czy ma własny gust? ...

Co do recenzji - oczekuję po niej obektywnego ocenienia rafiki, muzyki [albo po prostu podania jak to wygląda w porównaniu do innych tytułów] takie streszczenie głównego plotu, aby mnie wciągnąć i na koniec jakieś prywatne odczucia recenzenta, które mi też pomogą wybrać to anime. Bo jak ktoś pisze o anime jako o średnim a podsumowanie streszcza, że jest jeszcze n podobnych tytułów, to coś musi w tym jednak być, że ocenił je tak nisko.
W recenzowaniu nie można uniknąć subiektywizmu, po w podsumowaniu chyba trzeba polecić/odradzić anime czy książkę czy cokolwiek. A prawdziwy obiektywizm nie istnieje. :)

Offline Wilk Stepowy

  • Starszy Gildii
  • *******
  • Wiadomości: 13 886
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
  • wilk bez zębów
Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #19 dnia: Grudzień 01, 2007, 10:57:23 am »
Tylko wa-totem wytłumaczył dlaczego mu się nie podoba, a nie po prostu objechał z góry na dół waląc ogólnikami. Można wziąć poprawkę na osobę recenzenta, zrozumieć dlaczego ocenił tak a nie inaczej (poza tym pod recenzją GG podpisuje się wszystkimi czterema łapami ;) )

Z recenzją Shuffle! zgadzam się po części, ale raczej bym zaorał i kazał napisać na nowo ;) Większość postaci jest sztampowe do bólu (sytuację ratuje jedynie Rin), ale fabuła, szczególnie pod koniec jest, jak na tego typu produkcje, naprawdę dobra (w ogóle jest sporo świetnych wątków, choć oś fabuły banalna). Dlatego za postacie dałbym 5/10 a za fabułę 6/10 +1 jeśli bierzemy poprawkę na haremówki. A ogólnie dałbym 8/10, bo bardzo lubię to anime :) Dodatkowo nic o GHOST nie wiadomo; ocenił tylko jedno anime, a z recenzji można wywnioskować jedynie, że jest uprzedzony do produkcji opartych na grach (hentai głównie).

Większość recenzji z Tanuki traktuję raczej jako wstęp do dyskusji niż coś co ma mi pomóc w wyborze serii do oglądnięcia. Ogólnie wolę polegać na różnego typu zajawkach, wstępnych opisach oraz zdaniu ludzi, których znam.
I nie zgadzam się z zaoraniem wszystkich serwisów z recenzjami :)

EDIT: Małpa dobrze gada, banan mu :) Tego samego oczekuję po recenzji.

Offline Szyszka

  • Redakcja KZ
  • Radca bracki
  • *
  • Wiadomości: 4 517
  • Total likes: 0
  • Płeć: Kobieta
  • Nyeco Większe Zuo
Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #20 dnia: Grudzień 01, 2007, 05:04:43 pm »
nie istnieje obiektywizm, ale jest takie cudowne coś, co się nazywa decentracja czyli umiejętność zdystansowania się do swojego zdania i spojrzenia na nie z innej perspektywy. nie lubię czytać recenzji nasyconych emocjonalnie (chyba, że ktoś ma talent do pisania dobrych tekstów). wtedy nie ważne, czy zjechał czy pochwalił - dobrze sie czyta i juz.

nigdy sie nie kieruję recenzjami w wybieraniu anime. zawsze mam takie wewnętrzne "oki, to jest Twoje zdanie". chyba, że ktoś najeżdża na coś, co ja traktuję emocjonalnie I NIE POTRAFI TEGO UZASADNIĆ. Absolutnie sie zgodzę, że seria TV Kenshina jest jakąś pomyłką, mimo że obejrzałam ją z przyjemnością. czasem lubię sie poczuć infantylnie, a co, szczególnie że na Kenshina dostaję waffa. każdy ma pełne prawo do swojego zdania, więc niech mi też to prawo da.
mam na avku pikacza
co się nie zatacza
z oponką lata
a w tle męska klata

Offline Wilk Stepowy

  • Starszy Gildii
  • *******
  • Wiadomości: 13 886
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
  • wilk bez zębów
Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #21 dnia: Grudzień 01, 2007, 05:13:01 pm »
Uh, miałem dziś pierwsze spotkanie z profesjonalną redakcją tekstu. Przypominało to zderzenie z TIRem wyładowanym żelastwem - szczęściem prowadzące (Avellana) była bardzo miła i uprzejma ;) Jeszcze wiele przede mną do nauczenia się, ale przynajmniej jest  ktoś kto wskaże kierunek i pouczy :)

Offline Zegarmistrz

Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #22 dnia: Grudzień 01, 2007, 10:03:23 pm »
Cytuj
Twoje podsumowanie problemu nieznajomości przez recenzenta podobnych tytułów bądź tytułów, z których opisywane anime czerpało to, imo, niedostatki u recenzenta. Ale to subiektywne ocenianie zadania jakie ma spełniać recenzja. Moim zdaniem ma jak najbardziej kompleksowo omówić anime, dodatkowo przekazując całkowicie subiektywne wrażenia recenzenta, ale w oparciu o jak najbardziej obiektywne przedstawienie anime. Rozumiem, że dla kogoś recenzja może być całkowicie subiektywnym opisem odczuć recenzenta związanych konkretnym anime. Nie wiem kto ma rację Smile Ale zgadzam się, że nie da się obiektywnie wybrać kwestię, które trzeba omówić przy recenzowaniu danego anime. Jedynym wyznacznikiem może być tu to na co zwracają naszą uwagę autorzy, ale nie oznacza to (przyznaję), że dla każdego te konkretne rzeczy będą zawsze najważniejsze.


Ten cytat będzie tylko pretekstem do tego postu, gdyż w tekście powyżej poruszono wiele interesujących zagadnień.

Zacznijmy od problemu niewiedzy i nadmiaru wiedzy. Otóż, kiedyś, dawno temu brałem się do recenzowania Kanon. Byłem wtedy młodym fanem, jeszcze przed pięćdziesiątką. Co więcej nie wiedziałem jeszcze o czym jest seria: spodziewałem się, że będzie to kolejna komedia szkolna z elementami haremu, więc fabuła była dla mnie szokująca. Anime wywarło na mnie wielkie wrażenie. Potem jednak co i rusz zacząłem trafiać na podobną tematykę, tak, że zaczęła mnie nudzić. W końcu, gdy dobiegałem do 200 zacząłem zastanawiać się, czy - gdybym obejrzał tą serię w tym momencie, to nadal oceniłbym ją tak samo?

I czy znaczyło to, że oceniłem ją dobrze?

Powiedzmy sobie szczerze: do tej pory nakręcono pewnie z 500 tysięcy anime (jeśli nie więcej). Ja widziałem może pół promila z tego... Oznacza to, że niestety posiadam wyjątkowo małą bazę porównawczą. Bardzo prawdopodobne jest, że umknie mi coś, o czym inni mogą wiedzieć, tylko dlatego, że widziałem akurat nie te pół promila, które powinienem.

Z drugiej strony, gdybym widział wszystkie anime (lub tylko połowę), to czy istnieje pewność, że moja opinia byłaby wartościowa dla osób o mniejszym bagażu, niż ja? Spójrzmy na krytyków sztuki filmowej: każdy z nich całe życie ogląda filmy... A zwykle nie doceniają tych, które my byśmy uznali za najbardziej wartościowe.

Zauważmy też większość recenzentów nie posiada jakiegoś specjalnego przygotowania do oceniania anime. Posiadają tylko taką wiedzę, jaką wyczytały na różnych stronach albo w Kawaju. Zdradzę pilnie strzeżony sekret, ale tak naprawdę recenzenta od zwykłego zjadacza chleba dzieli jedna rzecz: wysłał recenzje na jakiś serwis i została ona wydrukowana. Bardzo często zresztą sprawa identycznie wygląda w gazetach... Niestety, na poprawę sytuacji w tej materii nie ma co liczyć. Może kiedyś, kiedy strony internetowe z recenzjami zaczną przynosić krociowe zyski sprowadzimy sobie wykładowców z Japonii, żeby nas podszkolili.

Kolejny problem: wielkość materiału.

Jak wspomniałem w innym temacie: wszelkie oceny liczbowe i gwiazdki uważam za migoczące ozdoby dla analfabetów. Spowodowane jest to tym, że pisząc o anime piszemy o prawie 40 latach filmów, kilkudziesięciu stylach graficznych, rozmaitych konwencjach, grupach docelowych, tematykach, różnych środkach produkcji... Nawet w wypadku samego mainstremu (pomińmy eksperymenty i inne zjawiska typu Cat Soup) bardzo trudno to zestawić. Tak naprawdę jest to niemożliwe: kto normalny bowiem porównywałby produkcje z poczatku lat 70-tych z cyklem z 2007? Kto będzie porównywał Evangeliona z Dragonballem? Jaka grafika jest lepsza: rysowana ręcznie, czy komputerowo? Tak naprawdę zestawienie rozmywa się na tysiącu szczegółów, które są skrajnie ze sobą sprzeczne. Powiedzmy sobie szczerze: żeby cokolwiek obiektywnie porównywać, trzeba by dużo bardziej zawęzić grupę (temu między innymi służą wyróżniki). Obiektywnie można by na przykład oceniać "Komedie haremowe bez elementów ecchi nakręcone w roku 2007".

Ostatni problem: odczucia widza na temat serii.

Ja osobiście uważam Kanon za serię świetną. Kanon 2006 utwierdził mnie w przekonaniu, że miałem rację. Wiele osób powie zapewne jednak, że Kanon, Kanon 2006, Air (wtórny, do bólu wtórny) czy Clannad (jeszcze nie widziałem) mają fabuły sztuczne, bohaterów głupich, przerysowanych, landrynkowych i sztucznych, o emocjach różowej panienki, której rodzice nie puścili na dyskotekę. Będą mieli oni rację, gdyż jest to prawda. Wielu te cechy nie pozwolą bawić się tym anime. Wielu ie dostrzeże w nim zalet, które ja zauważyłem. Kto ma rację?

Z drugiej strony jest Elfen Lied, seria posiadająca tysiące fanów piejących peany o jej wielkości, cudowności, głębi i przesłaniu. Czyli zjawisko, którego ja z kolei nie rozumiem... Co odkrywczego jest bowiem w przesłaniu "Nie będziesz torturował nieletnich, niedorozwiniętych umysłowo dziewcząt, bo je też to boli?". Jak dla mnie nic... To wynika z elemetarnej, ludzkiej empatii. Nie trzeba do tego kręcić dwudziesto parę odcinkowego gore ecchi.

W obydwu przypadkach mamy do czynienia z dwiema grupami ludzi, którzy po obejrzeniu tych samych serii doszli do odwrotnych wniosków, które są w stanie poprzeć sensownymi i logicznymi argumentami. Pytanie brzmi: kto z nich ocenił anime obiektywnie?

Offline Hamtaro666

Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #23 dnia: Grudzień 01, 2007, 10:56:28 pm »
Cytat: "Zegarmistrz"
Cytuj
Twoje podsumowanie problemu nieznajomości przez recenzenta podobnych tytułów bądź tytułów, z których opisywane anime czerpało to, imo, niedostatki u recenzenta. Ale to subiektywne ocenianie zadania jakie ma spełniać recenzja. Moim zdaniem ma jak najbardziej kompleksowo omówić anime, dodatkowo przekazując całkowicie subiektywne wrażenia recenzenta, ale w oparciu o jak najbardziej obiektywne przedstawienie anime. Rozumiem, że dla kogoś recenzja może być całkowicie subiektywnym opisem odczuć recenzenta związanych konkretnym anime. Nie wiem kto ma rację Smile Ale zgadzam się, że nie da się obiektywnie wybrać kwestię, które trzeba omówić przy recenzowaniu danego anime. Jedynym wyznacznikiem może być tu to na co zwracają naszą uwagę autorzy, ale nie oznacza to (przyznaję), że dla każdego te konkretne rzeczy będą zawsze najważniejsze.


Ten cytat będzie tylko pretekstem do tego postu, gdyż w tekście powyżej poruszono wiele interesujących zagadnień.

Zacznijmy od problemu niewiedzy i nadmiaru wiedzy. Otóż, kiedyś, dawno temu brałem się do recenzowania Kanon. Byłem wtedy młodym fanem, jeszcze przed pięćdziesiątką. Co więcej nie wiedziałem jeszcze o czym jest seria: spodziewałem się, że będzie to kolejna komedia szkolna z elementami haremu, więc fabuła była dla mnie szokująca. Anime wywarło na mnie wielkie wrażenie. Potem jednak co i rusz zacząłem trafiać na podobną tematykę, tak, że zaczęła mnie nudzić. W końcu, gdy dobiegałem do 200 zacząłem zastanawiać się, czy - gdybym obejrzał tą serię w tym momencie, to nadal oceniłbym ją tak samo?

I czy znaczyło to, że oceniłem ją dobrze?

Powiedzmy sobie szczerze: do tej pory nakręcono pewnie z 500 tysięcy anime (jeśli nie więcej). Ja widziałem może pół promila z tego... Oznacza to, że niestety posiadam wyjątkowo małą bazę porównawczą. Bardzo prawdopodobne jest, że umknie mi coś, o czym inni mogą wiedzieć, tylko dlatego, że widziałem akurat nie te pół promila, które powinienem.

Z drugiej strony, gdybym widział wszystkie anime (lub tylko połowę), to czy istnieje pewność, że moja opinia byłaby wartościowa dla osób o mniejszym bagażu, niż ja? Spójrzmy na krytyków sztuki filmowej: każdy z nich całe życie ogląda filmy... A zwykle nie doceniają tych, które my byśmy uznali za najbardziej wartościowe.

Zauważmy też większość recenzentów nie posiada jakiegoś specjalnego przygotowania do oceniania anime. Posiadają tylko taką wiedzę, jaką wyczytały na różnych stronach albo w Kawaju. Zdradzę pilnie strzeżony sekret, ale tak naprawdę recenzenta od zwykłego zjadacza chleba dzieli jedna rzecz: wysłał recenzje na jakiś serwis i została ona wydrukowana. Bardzo często zresztą sprawa identycznie wygląda w gazetach... Niestety, na poprawę sytuacji w tej materii nie ma co liczyć. Może kiedyś, kiedy strony internetowe z recenzjami zaczną przynosić krociowe zyski sprowadzimy sobie wykładowców z Japonii, żeby nas podszkolili.

Kolejny problem: wielkość materiału.

Jak wspomniałem w innym temacie: wszelkie oceny liczbowe i gwiazdki uważam za migoczące ozdoby dla analfabetów. Spowodowane jest to tym, że pisząc o anime piszemy o prawie 40 latach filmów, kilkudziesięciu stylach graficznych, rozmaitych konwencjach, grupach docelowych, tematykach, różnych środkach produkcji... Nawet w wypadku samego mainstremu (pomińmy eksperymenty i inne zjawiska typu Cat Soup) bardzo trudno to zestawić. Tak naprawdę jest to niemożliwe: kto normalny bowiem porównywałby produkcje z poczatku lat 70-tych z cyklem z 2007? Kto będzie porównywał Evangeliona z Dragonballem? Jaka grafika jest lepsza: rysowana ręcznie, czy komputerowo? Tak naprawdę zestawienie rozmywa się na tysiącu szczegółów, które są skrajnie ze sobą sprzeczne. Powiedzmy sobie szczerze: żeby cokolwiek obiektywnie porównywać, trzeba by dużo bardziej zawęzić grupę (temu między innymi służą wyróżniki). Obiektywnie można by na przykład oceniać "Komedie haremowe bez elementów ecchi nakręcone w roku 2007".

Ostatni problem: odczucia widza na temat serii.

Ja osobiście uważam Kanon za serię świetną. Kanon 2006 utwierdził mnie w przekonaniu, że miałem rację. Wiele osób powie zapewne jednak, że Kanon, Kanon 2006, Air (wtórny, do bólu wtórny) czy Clannad (jeszcze nie widziałem) mają fabuły sztuczne, bohaterów głupich, przerysowanych, landrynkowych i sztucznych, o emocjach różowej panienki, której rodzice nie puścili na dyskotekę. Będą mieli oni rację, gdyż jest to prawda. Wielu te cechy nie pozwolą bawić się tym anime. Wielu ie dostrzeże w nim zalet, które ja zauważyłem. Kto ma rację?

Z drugiej strony jest Elfen Lied, seria posiadająca tysiące fanów piejących peany o jej wielkości, cudowności, głębi i przesłaniu. Czyli zjawisko, którego ja z kolei nie rozumiem... Co odkrywczego jest bowiem w przesłaniu "Nie będziesz torturował nieletnich, niedorozwiniętych umysłowo dziewcząt, bo je też to boli?". Jak dla mnie nic... To wynika z elemetarnej, ludzkiej empatii. Nie trzeba do tego kręcić dwudziesto parę odcinkowego gore ecchi.

W obydwu przypadkach mamy do czynienia z dwiema grupami ludzi, którzy po obejrzeniu tych samych serii doszli do odwrotnych wniosków, które są w stanie poprzeć sensownymi i logicznymi argumentami. Pytanie brzmi: kto z nich ocenił anime obiektywnie?
[/size]

Water, water, every where,
And all the boards did shrink ;
Water, water, every where,
Nor any drop to drink.


EDIT:

poddaję się :( te czcionki są dla mnie za mądre...

Offline Szyszka

  • Redakcja KZ
  • Radca bracki
  • *
  • Wiadomości: 4 517
  • Total likes: 0
  • Płeć: Kobieta
  • Nyeco Większe Zuo
Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #24 dnia: Grudzień 01, 2007, 11:26:43 pm »
co do Airów i innych Clannadów - cóż, to samo studio, ten sam typ gry, na podstawie której nakręcone wszystkie serie, fabularnie podobne - ale każda inna. Wyjątkowa. Każdy główny bohater jest inny, ma inne przywary, inne problemy, może tę samą melancholię.

sęk w tym, że jeśli historia jest opowiedziana dobrze, to nie ma znaczenia jej wtórność w stosunku do innych tytułów. Może to ja jestem dziwna, ale potrtafię w jakiś sposób oderwać się od tego, co wcześniej widziałam, nie porównuję Bebopa do Triguna, Flame of Recca do Hunter X Hunter, Kickersów do Kapitana Tsubasy, choć podobieństwa występują i to dość spore. jeśli lubię dany gatunek to nie znudzą mnie po raz tysięczny wyciągane katany, odbijane piłki czy plaskacze w twarz jakiegoś niedojdy co włazi do damskiej przebieralni. jeśli zaś nie przepadam za gatunkiem to wrzucam do jednego wora "o, znowu cycate harem-moe-majtki". Love Hina była całkiem urocza, ale jako żę nie przepadam za tą kategorią to pozostałe pozycje wydały mi się wtórne, nieciekawe i zupełnie nie śmieszne.

jeśli ktoś ma mało wiedzy, to jego recenzja jest przyjemnie odświeżająca, potrafi dostrzec rzeczy, które umknęły by wyjadaczom. z kolei wyjadacz mozę zwrócić uwagę na szerszy kontest.

problem fachowości recenzentów: jeśli przyjmuje się każde byle odstajace od podłogi barachło, to nic dziwnego, że "na poprawę w tej materii nie ma co liczyć". ja zostałam zwerbowana, pochwale się, ale wynikło to z tego, że dużo pisałam na tym serwisie i nauczyłam się, jak to robić dzięki dyskusjom, jakie prowadziłam z osobami na temat moich opisów mang. podniesienie poprzeczki moze wyjść tylko na dobre - ludzie sie będą bardziej starać i osoby mniej ambitne same odpadną, a sam produkt końcowy bedzie o wiele lepszy. Jeśli ustalasz kryterium: niech będzie facet, który w miarę dobrze spawa i nie wypala oczu ludziom dookoła to przejdzie dużo kandydatów, ale potem w takich Włoszech na Polków pluć bedą i wodą święconą polewać na wstępie. dodanie choćby jednego dodatkowego kryterium poprawia wszystko, czyż nie? nie można zachować jakości, jeśli idzie się na ilość, zarówno przyjmowanych recenzji, jak i  w przypadku "pisania do kotleta" czyli byle by było dużo i w miarę poprawnie.

ja oceniam przede wszystkim historię. jak się w niej czułam, czy bohaterowie wydali mi się prawdopodobni, czy przesłanie do mnie przemawiało, oprawa jest na drugim, trzecim czy na jakimś tam daleko w tyle miejscu. bo najpiękniejsze obrazki, najlepsza muzyka i najoryginalniejszy pomysł nie zastąpi dobrej historii. I to można ocenić w oderwaniu od lat 70, nie trzeba znać historii animacji, nic nie trzeba. ja się dobrze bawię przy Róży Wersalu i historia mnie wciagnęła bardziej niż Dennou Coil. Welcome to NHK jest dla mnie bardziej psychologiczne od Evangeliona i dużo więcej mi powiedziało o ludziach. Moje zdanie. moje historie. wartości które wnosi historia są uniwersalne i można je łatwo wyłuskać i ocenić, a ocenienie czy zostały dojrzale czy infantylnie podane to już inna para kaloszy.
mam na avku pikacza
co się nie zatacza
z oponką lata
a w tle męska klata

Offline Shirosama

Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #25 dnia: Grudzień 02, 2007, 10:10:21 am »
Shuffle - a co to mnie niby obchodzi że postacie według kogoś są jakieś  sztampowe. Trzeba zrozumieć że anime ma być dobrą rozrywką. Może być zarówno dramatem jak i komedią. Shuffle było genialną komedią z najlepszym ecchi jakiego od dawna nie widziałem a do tego ta muzyka.
Elfen Lied - to już było tłumaczone przez wiele osób a nie tylko przeze mnie. Jak kogoś denerwują takie słodkie dziewczyny to po licho to ogląda. Chyba po to żeby psuć nerwy sobie i potem czytającym tą recenzję. I kto był tam niedorozwinięty. Chyba tylko ten kto recenzował.
Air uważam za wielokrotnie lepsze anime od Kanona (2006). Nie wiem czy to ma wpływ na to że Air oglądałem jako pierwsze ale Kanon to nic ciekawego. Żadnego dramatyzmu ani ładnej muzyki. Natomiast w Air muzyka jest genialna jak i naprawdę potrafi wzruszyć. I ta połyskująca kreska w Air była ładniejsza. Postacie w tym anime były wspaniałe. Jak możesz takie bzdury pisać albo przytaczać to że są tam jakieś głupie postacie lub coś w tym stylu. Nie rozumiesz że postacie się zachowują odpowiednio do sytuacji w jakiej się znajdują. To nie jest zwykły świat jak ten. Tamten jest magiczny.

Offline Szyszka

  • Redakcja KZ
  • Radca bracki
  • *
  • Wiadomości: 4 517
  • Total likes: 0
  • Płeć: Kobieta
  • Nyeco Większe Zuo
Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #26 dnia: Grudzień 02, 2007, 11:16:45 am »
anfan, zapisz to sobie w kajeciku - zgadzam się z Twoim postem w 100%.
mam na avku pikacza
co się nie zatacza
z oponką lata
a w tle męska klata

Offline Shirosama

Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #27 dnia: Grudzień 02, 2007, 11:29:42 am »
To nie istotne dla mnie czy się zgadzasz, ale jeśli tak to postaraj się to szczegółowo uzasadnić.

Offline Hamtaro666

Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #28 dnia: Grudzień 02, 2007, 11:48:18 am »
A ja się z Anfanem nie zgodzę - uważam, że jeśli recenzja jest napisana przez osobę, która jest dla mnie autorytetem, to recenzja, nawet jeśli niepochlebna dla dzieła, jest dla mnie wartościowa. Np. gdybym chciał obejrzeć anime z pięknymi bishami, to wiadomo czyje recenzje by mnie interesowały w pierwszej kolejności i byłyby dla mnie opinotwórcze...

Przepraszam za nadmierne używanie słowa "jest", ale nie każdy się urodził Anfanem niestety...

Offline Szyszka

  • Redakcja KZ
  • Radca bracki
  • *
  • Wiadomości: 4 517
  • Total likes: 0
  • Płeć: Kobieta
  • Nyeco Większe Zuo
Trudna sztuka recenzowania i oceniania
« Odpowiedź #29 dnia: Grudzień 02, 2007, 01:46:34 pm »
Cytat: "anfan"
To nie istotne dla mnie czy się zgadzasz, ale jeśli tak to postaraj się to szczegółowo uzasadnić.



niby co mam szczegółówo uzasadnić? że się zgadzam? mam powtórzyć to, co napisałeś? uważam, zę uzasadniać należy czemu się człowiek nie zgadza.

Hamtaro, zgodzę się z Tobą, ale nie do końca - np dla mnie autortytetem jest Richie, wielbię go strasznie, uwielbiam jego poczucie humoru i zawsze słucham tego, co ma do powiedzenia - niemniej przynajmniej w połowie anime nasze zdania się rozmijają ciężko. jego zdanie szanuje, ale kompletnie się z nim nie zgadzam :P
mam na avku pikacza
co się nie zatacza
z oponką lata
a w tle męska klata