Autor Wątek: "Marzi"  (Przeczytany 35269 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Gilbaert

  • Gość
"Marzi"
« Odpowiedź #15 dnia: Grudzień 12, 2007, 04:17:52 pm »
Cytuj
Bo "Przekrój" to takie złe pismo, gdzie nikt nie zna się na komiksach
eee tam. ja uważam i zawsze uważałem że Przekrój robi kupę dobrej roboty bo dzięki recenzjom w nim zamieszczanych dużo osób sięga po komiksy, które normalnie by po komiksy nie sięgnęły. A wiem co mówię bo pracowałem w sklepie z komiksami i tam przychodziły osoby po konkretny komiks, którego recenzje przeczytały w Przekroju i postanowiły się zapoznać.
i jak karol pisze:
Cytuj
Podobało sie bo przekrój napisał że sie ma podobać
Cool
to jakie to ma tak naprawdę znaczenie? Sęk w tym, że Ci ludzie kupią komiks, przeczytają i spodoba im się lub nie.
I taka publicystyka ma sens w przeciwieństwie do tej skupiającej się na tym by wmówić wszystkim dookoła, że wszyscy zazdroszczą długości czyjegoś pindola.


poza tym ja rozróżniam autorkę od dzieła. Autorki nie znam, ale wydaje się być niezwykle sympatyczną osobą (byłem na spotkaniu na MFK). Komiks poznałem i mi się nie podoba. Czy to znaczy, że jestem zawistna świnia?


trochę jestem. Bo zazdroszczę, że ja nie jestem wydawany przez duże wydawnictwo i że moje komiksy nie są hiciorami. ;)
Ale, kto by tego nie chciał?

Offline karolk

Re: marzi
« Odpowiedź #16 dnia: Grudzień 12, 2007, 06:56:48 pm »
Cytuj
Bo "Przekrój" to takie złe pismo, gdzie nikt nie zna się na komiksach, prawda Karol ;)?


ot i masz
tratujesz ad personam bo nie wiesz o co kommon:)
to nawiązanie
dla ludzikow roznych (np choopaki z alei) swiat komiksu dzieli sie na komiksy dobre (hirloly), zle (bazgroly) i te o ktorych pisal przekroj


Cytuj
Szkoda, że nie czytasz i skoro sie nie tłumaczysz, to pewnie sie nie dowiem, dlaczego.


Czytam
ale nie kupuje
i się nie zaciągam

to takie żarty były

dobra na poważnie- z reguły czytam
chyba że znowu złapię tego ciula holcmana jak pisze pod pseudonimem

dobra to też żarty były

recenzje czytam
często się nie zgadzam vide  struganie ogora roninowi z jednaoczesnym waleniem w  dupala fables
 ale cieszy fakt że przekrój ma jedną osobę kreującą dział

Cytuj
A co do "Marzi". Mam wrażenie, że niektórzy drodzy forumowicze są po prostu zawistni, bo komiks miał profesjonalne działania promocyjne. To, jak widać, boli.


mnie nic nie boli


Gil, Karol >> macie coś do wyjaśnienia, prosze na pw i nie zaśmiecać tematu o Marzi.
graves

N.N.

  • Gość
"Marzi"
« Odpowiedź #17 dnia: Grudzień 12, 2007, 10:28:48 pm »
Cytat: "Dariusz Hallmann"

W komiksie dorośli często pokazywani są jako osoby niesympatyczne, a najwięcej dostaje się matce Marzi.

W komiksie jest informacja: "Książka ta jest inspirowana moim dzieciństwem, jednak z szacunku dla osób, które pojawiają się na jej stronach, ich imiona i nazwy miejsc zostały zmienione". Po przeczytaniu takiej informacji patrzę na ten portret matki-potwora jak na wykrzyczane przez Marzenę Sowę oskarzenie pod adresem swojej (toksycznej?) rodzicielki: oskarzenia o to, że nie kochała, nie rozumiała, a w dodatku była dewotką grubą i brzydką. Najbardziej mnie uderzył kadr na stronie 80: Marzi rozpacza po śwince morskiej, tata mówi, że "ona nie była stara, ale za dużo jadła", a w tle matka Marzi ładuje sobie żarcie do ust, w których widać spiczaste zęby (czemu ta matka jest siwa?). To bardzo złośliwy obraz matki - moim zdaniem jednostronny, przeczerniony, podyktowany przez urazę i (co by nie mówić) mało prawdopodobny.
Cytuj

Nie mają podejścia do dzieci, lekceważą je, nie potrafią bądź nie chcą wytłumaczyć wielu spraw, tworzą bariery, przez co ich świat staje się jeszcze bardziej niezrozumiały i nieprzyjemny. W każdym razie na pewno bardziej zasługują na określenie ich mianem "matołów" niż bohaterka, bo takie traktowanie dzieci jest niewybaczalne.


Z tym twierdzeniem w pełni się zgadzam, tyle, że nie wierzę w opowieść Marzi: nie wierzę w tę opowieść, która ciągnie się od nieszczęścia, poprzez przerażenie okrucieństwem lub obrzydliwymi poczynaniami dorosłych upokorzenie do kolejnego nieszczęścia, z drobnymi przerwami na nudę w kościele. Moim zdaniem ta kobieta bezwstydnie użala się nad sobą i nad tym jakie marne miala zycie w tej Polsce, którą szczęśliwie udało jej się opuścić i ktorą może wspominać w gościnnej Francji.

Cytuj
Z drugiej strony Marzi w swoim świecie, postrzeganym z perspektywy dziecka, doświadcza wielu banalnych, a czasami mniej banalnych przeżyć i sytuacji, w trakcie których często widać, że obserwuje, myśli i wyciąga wnioski. Po swojemu, według własnych infantylnych priorytetów, do czego ma absolutne prawo.


Momenty, w ktorych Marzi obserwuje, myśli i wyciąga wnioski są nieodmiennie związane z podkreślaniem JEJ wrazliwości i niewrażliwości dorosłych, nie pojawiają się natomiast w wielu innych momentach: gdy ciotka ratuje świnkę, nie ma w tym dziecku ani odrobiny radości z faktu, że prosiątko żyje, jest natomiast poczucie obrzydzenia w stosunku do ciotki, ktora "całowała się" ze świnką, nie ma ani krzty refleksji po próbie "ochrzczenia" malej Olgi, nie ma też żadnej refleksji w związku z dręczeniem sąsiadów wrzaskami do zsypu.
A tak w ogóle, to nie wydaje mi się, żeby autorce udało się oddać w komiksie sposób myslenia dziecka - jest tam wiele miejsc skonstatowanych z punktu widzenia dorosłego (tyle, że to jest egocentryczny dorosły, skupiony wyłącznie na sobie). Wyczuwam w komentarzach wiele fałszywych nut ("Wydoroślałam", "Nazywają nas <Pokoleniem Czarnobyla>. Jakie życie nas czeka")
Cytuj

Cytat: "N.N."
Może to nawet nie jest problem bohaterki, ale autorki, która próbuje zamienić swoje życie w ciąg malowniczych slajdów z egzotycznego kraju, w którym najbardziej malownicze są religijność (dla niej samej niezrozumiała) i bieda (przez nią samą nie odczuwana). Tak bardzo się o to stara, że ciągle pomniejsza swoją bohaterkę i nie pozwala jej dorosnąc.

Nie zgadzam się. "Ciąg malowniczych slajdów" – owszem, ale nie "z egzotycznego kraju", tylko z krainy dzieciństwa. Ramy tego świata określają opowieść i samą bohaterkę. Malownicze jest dzieciństwo, a nie religijność czy bieda.

Nie pisałem o tym, jaki jest ten kraj dla bohaterki, ale o tym, jaki jest dla czytelników komiksu. A ten komiks został stworzony dla Francuzów (prawdziwa dedykacja jest na stronie 82, drugi kadr od góry)  i z myślą o nich Marzena Sowa przykroiła swoje wspomnienia do tego, co z ich punktu widzenia egzotyczne - do wianków z papieru toaletowego, kolejek po wszystko, rozbuchanego katolicyzmu, niezrozumiałego kultu dla Papieża, półek z musztardą i octem, stanu wojennego i zaniedbywanych dzieci, które muszą się bawić na klatce schodowej.

Offline Samuel

"Marzi"
« Odpowiedź #18 dnia: Grudzień 12, 2007, 10:59:29 pm »
Czuje sie wywołany do tablicy. Tak sie złożyło, że nie tak dawno zostałem redaktorem działu komiks w "Przekroju", co raczyłeś zauważyć Karolu

Ale pewnie bedziesz zmartwiony, ze jesteś skazany na moje teksty, bo zrobiła się z tego kolumna autorska niejako, a gust mamy inny przecież;)

Nie muszę mieć takiego samego zdania o Roninie czy Romantyzmie(pamietasz te dyskujse jeszcze?)Patrze na komiks może z troszke innej perspektywy, ale to żaden minus moim zdaniem.
I pewnie też innym od tzw. Alejowców:)

A jeśli mamy sobie już nazwajem wystawiać cenzurki: blog chyba powinien wnosić coś konstruktywnego, a nie ciągłe docinki.
Marek Turek pisze np. bardzo fajnie i dla jego tekstów sprawdzam waszą stronę. To chyba najlepszy blog komiksowy w Polsce, albo jeden z najlepszych co najmniej.

Myślę sobie też, że i tu na forum i też na przeróżnych blogaskach przydałoby się więcej wzajemniej życzliwości, a nie pytongowania czy innych genitalnych zabaw.

Choc sam raz niepotrzebnie sie zacietrzewialem, to już mi sie zwyczajnie nie chce.
erefere

Offline Blacksad

"Marzi"
« Odpowiedź #19 dnia: Grudzień 12, 2007, 11:11:19 pm »
Cytat: "N.N."

Nie pisałem o tym, jaki jest ten kraj dla bohaterki, ale o tym, jaki jest dla czytelników komiksu. A ten komiks został stworzony dla Francuzów (prawdziwa dedykacja jest na stronie 82, drugi kadr od góry)  i z myślą o nich Marzena Sowa przykroiła swoje wspomnienia do tego, co z ich punktu widzenia egzotyczne - do wianków z papieru toaletowego, kolejek po wszystko, rozbuchanego katolicyzmu, niezrozumiałego kultu dla Papieża, półek z musztardą i octem, stanu wojennego i zaniedbywanych dzieci, które muszą się bawić na klatce schodowej.


I te wspomnienia, to jedyna rzecz, która mi się w "Marzi" podobała. Ze względu na... powiedzmy - tożsamośc pokoleniową. Bo sporo sobie po tym komiksie obiecywałem, i bardzo się rozczarowałem. Brak tego osobistego pazura, tego 'touche', odrobiny jadu, tak charakterystycznego dla osobistych dziecięcych wspomnień. Goryczy, żalu, ściśniętej grdyki...

Poza tym - jako komiks to zupełnie się nie sprawdza, pisałem już wcześniej, że przypomina mi nierymowanego "Koziołka Matołka", obrazki i podpisy, zero komiksowej narracji.

O ile nie przeceniam inteligencji i wrażliwości skądinąd sympatycznej autorki - gdyby zrealizowała swój projekt w Polsce - mógłby być hit. A tak jest hit importowany na siłę, "bo to o nas". Wcale nie o nas, tylko o niej i dla nich.

A przy okazji znalazłem wspólny mianownik Karola i Gilbaerta - tu wciąż pytong, tu co chwilę filologia. A wiadomo, że na filologii nadreprezentacja panienek zawsze jest, więc i pytongiem można zdrowo pomieszać 8)
Konsyliacyjnie Panowie, konsyliacyjnie  :)

A "Przekrój" recenzjami i Raczkowskim stoi. Reszta to klasyczny tabloid, co to obiecuje a nie daje.

CBDO
Chrzań się, Smirnov

Offline karolk

"Marzi"
« Odpowiedź #20 dnia: Grudzień 13, 2007, 08:26:51 am »
Cytuj
Czuje sie wywołany do tablicy. Tak sie złożyło, że nie tak dawno zostałem redaktorem działu komiks w "Przekroju", co raczyłeś zauważyć Karolu

Ale pewnie bedziesz zmartwiony, ze jesteś skazany na moje teksty, bo zrobiła się z tego kolumna autorska niejako, a gust mamy inny przecież;)



jak pisałem to bardzo dobrze - jest jakaś linia itd
a gust ? no inny i co z tego:)


Cytuj

A jeśli mamy sobie już nazwajem wystawiać cenzurki: blog chyba powinien wnosić coś konstruktywnego, a nie ciągłe docinki.
Marek Turek pisze np. bardzo fajnie i dla jego tekstów sprawdzam waszą stronę. To chyba najlepszy blog komiksowy w Polsce, albo jeden z najlepszych co najmniej.


ja tam nikomu nei docinam
blog mnie bawi
turu bawi sie w publicystykę komiskow-blogowa
i robi to swietnie
mi sie nie chce ani nie widzę sensu w takim blogowaniu
blog rzecz osobista
pisze o tym co czytałem nie pisze recenzji
pisze o sobie bo.. jestem egocentrykiem:)

choć i to mi się już znudziłu
za niedługo z radarów moj blog zniknie i byc moze wtedy bedzie bardziej komiksowy?
jakis restart mu zrobie czy ja wiem:/

Offline Dariusz Hallmann

  • Szafarz bracki
  • *****
  • Wiadomości: 3 391
  • Total likes: 0
  • Batman: Ben Affleck Case
"Marzi"
« Odpowiedź #21 dnia: Grudzień 13, 2007, 02:40:59 pm »
Cytat: "N.N."
W komiksie jest informacja: "Książka ta jest inspirowana moim dzieciństwem, jednak z szacunku dla osób, które pojawiają się na jej stronach, ich imiona i nazwy miejsc zostały zmienione". Po przeczytaniu takiej informacji patrzę na ten portret matki-potwora jak na wykrzyczane przez Marzenę Sowę oskarzenie pod adresem swojej (toksycznej?) rodzicielki: oskarzenia o to, że nie kochała, nie rozumiała, a w dodatku była dewotką grubą i brzydką. Najbardziej mnie uderzył kadr na stronie 80: Marzi rozpacza po śwince morskiej, tata mówi, że "ona nie była stara, ale za dużo jadła", a w tle matka Marzi ładuje sobie żarcie do ust, w których widać spiczaste zęby (czemu ta matka jest siwa?). To bardzo złośliwy obraz matki - moim zdaniem jednostronny, przeczerniony, podyktowany przez urazę i (co by nie mówić) mało prawdopodobny.

Wiem, że to budzi kontrowersje. Kojarzy mi się zresztą z filmem "Takiego pięknego syna urodziłam" Marcina Koszałki. Dla mnie to jest OK. Jeżeli ktoś chce opowiadać o sobie wykorzystując jakąś dziedzinę sztuki (np. film czy komiks), musi być w takim memuarze przede wszystkim szczery w rzeczach istotnych, inaczej wszystko wcześniej czy później się posypie. Ja Marzenie Sowie wierzę.
Niektórzy złośliwcy mówią, że "matki i ojca się nie wybiera". I to jest bardzo mądre zdanie, bo, pomijając jego cyniczną wymowę, dla wielu może być początkiem czegoś ozdrowieńczego. Każdy doświadczony psychoterapeuta powie, że prawdziwa miłość dzieci do rodziców zaczyna się w momencie, kiedy dzieci zaczynają akceptować ich wady oraz – co chyba ważniejsze – błędy, jakie rodzice popełnili wprowadzając je w życie. W każdym razie oszukiwanie siebie ani innych nic nie da. Ja tutaj właśnie znajduję klucz do zrozumienia stosunku Marzeny Sowy do jej matki.


Cytat: "N.N."
nie wierzę w tę opowieść, która ciągnie się od nieszczęścia, poprzez przerażenie okrucieństwem lub obrzydliwymi poczynaniami dorosłych upokorzenie do kolejnego nieszczęścia, z drobnymi przerwami na nudę w kościele. Moim zdaniem ta kobieta bezwstydnie użala się nad sobą i nad tym jakie marne miala zycie w tej Polsce, którą szczęśliwie udało jej się opuścić i ktorą może wspominać w gościnnej Francji.

Ale dlaczego nie wierzysz? I nie zgadzam się z tym, że jest to tak histeryczne, jak sugerujesz. Na drugim biegunie tej opowieści jest masa pozytywnych emocji wynikających z samego faktu, że jest się dzieckiem, chociaż zapewne bycie dzieckiem we Francji byłoby jeszcze fajniejsze. Mnie to nie boli.


Cytat: "N.N."
Momenty, w ktorych Marzi obserwuje, myśli i wyciąga wnioski są nieodmiennie związane z podkreślaniem JEJ wrazliwości i niewrażliwości dorosłych, nie pojawiają się natomiast w wielu innych momentach: gdy ciotka ratuje świnkę, nie ma w tym dziecku ani odrobiny radości z faktu, że prosiątko żyje, jest natomiast poczucie obrzydzenia w stosunku do ciotki, ktora "całowała się" ze świnką, nie ma ani krzty refleksji po próbie "ochrzczenia" malej Olgi, nie ma też żadnej refleksji w związku z dręczeniem sąsiadów wrzaskami do zsypu.

Co do sytuacji z ciotką i świnką wrażliwość Marzi widoczna jest w słowach: "wzięła na ręce wiotkie ciałko zwierzątka", bo też o co innego tutaj chodzi – o pokazanie, z jaką, często niezrozumiałą, ambiwalencją dzieci stykają się od najmłodszych lat: ciotka ze łzami w oczach wdmuc**je życiodajne powietrze w ryjek prosiaka, aby potem dać go zarżnąć i ze smakiem spałaszować przy stole. Przecież cała historia o karpiu jest o tym. Zajście z małą Olgą mówi samo za siebie, zresztą dręczenie sąsiadów również: po prostu gówniarze i tyle! Ale ja właśnie doceniam to, że autorka jest szczera i wcale siebie nie broni... Dzieci jak to dzieci, raz są kochane, raz okropne...


Cytat: "N.N."
A tak w ogóle, to nie wydaje mi się, żeby autorce udało się oddać w komiksie sposób myslenia dziecka - jest tam wiele miejsc skonstatowanych z punktu widzenia dorosłego (tyle, że to jest egocentryczny dorosły, skupiony wyłącznie na sobie). Wyczuwam w komentarzach wiele fałszywych nut ("Wydoroślałam", "Nazywają nas <Pokoleniem Czarnobyla>. Jakie życie nas czeka")

Widzę to w inny sposób - generalnie Sowa stosuje narrację celowo "bezrefleksyjną", bliską właśnie punktowi widzenia dziecka (no ale od czego w końcu ma czytelników), i dlatego gdy pojawiają się podane przez Ciebie przykłady komentarza – takie "za dorosłe" – to faktycznie brzmi to zgrzytliwie. Dzieci wnioskują sobie po prostu inaczej niż dorośli. Dałem "Marzi" do przeczytania mojej córce, obawiając się – przyznam szczerze – że ją znudzi. Córka jednak szybko utożsamiła się z narratorką, a komiks jej się spodobał.


Cytat: "N.N."
Nie pisałem o tym, jaki jest ten kraj dla bohaterki, ale o tym, jaki jest dla czytelników komiksu. A ten komiks został stworzony dla Francuzów (prawdziwa dedykacja jest na stronie 82, drugi kadr od góry) i z myślą o nich Marzena Sowa przykroiła swoje wspomnienia do tego, co z ich punktu widzenia egzotyczne - do wianków z papieru toaletowego, kolejek po wszystko, rozbuchanego katolicyzmu, niezrozumiałego kultu dla Papieża, półek z musztardą i octem, stanu wojennego i zaniedbywanych dzieci, które muszą się bawić na klatce schodowej.

Napisałeś: "[...]autorki, która próbuje zamienić swoje życie w ciąg malowniczych slajdów z egzotycznego kraju[...]", więc tak to zinterpretowałem. Ale zgadzam się, że w jakimś stopniu "Marzi" jest robiona pod francuską publiczkę.

N.N.

  • Gość
"Marzi"
« Odpowiedź #22 dnia: Grudzień 13, 2007, 10:23:06 pm »
Cytat: "Dariusz Hallmann"
"Takiego pięknego syna urodziłam" Marcina Koszałki. Dla mnie to jest OK.

Film Koszałki budzi wiele kontrowersji. Ja również nie przyjmuję go bezkrytycznie. Ale to film: Koszałka włączył kamerę i zarejestrował to, co się działo. Sfotografował matkę taką, jaka naprawdę była. Sowa przesiała swoje wspomnienia z dzieciństwa, poukladała je w porządku, jaki jej odpowiadał, pomineła to, co jej nie pasowało i skomponowała z tego obraz matki-potwora, nie dość, że ciągle wrzeszczącej, majacej coś za złe i nie mającej czasu dla dziecka, to jeszcze grubej, brzydkiej, żarłocznej i siwej.
Cytuj

Jeżeli ktoś chce opowiadać o sobie wykorzystując jakąś dziedzinę sztuki (np. film czy komiks), musi być w takim memuarze przede wszystkim szczery w rzeczach istotnych, inaczej wszystko wcześniej czy później się posypie. Ja Marzenie Sowie wierzę.

Dla mnie nie jest to komiks o komunistycznej Polsce, bo przedstawiony w nim obraz obraz kraju się rozsypuje na osobne i niespójne obrazki, nie jest to komiks o dzieciństwie, czy też o dorastaniu, bo są w nim istotne luki, w których widzę tendencyjność autorki, są też sprzeczności, bo bohaterka stwierdza, że tata-hutnik zarabiał dobrze, a sad (owoce i warzywa) zapewniał im źródło dodatkowych dochodów, ale jednoczesnie zapewnia, że rodzice byli biedni. Kłóci się to z moim życiowym doświadczeniem dziecka, które dorastało w minionej epoce i nigdy nie wpadło na pomysł, że moi rodzice sa biedni, chociaz nie mieliśmy takich luksusów jak bohaterka komiksu. Ja Marzenie Sowie nie wierzę.
Cytuj

Każdy doświadczony psychoterapeuta powie, że prawdziwa miłość dzieci do rodziców zaczyna się w momencie, kiedy dzieci zaczynają akceptować ich wady oraz – co chyba ważniejsze – błędy, jakie rodzice popełnili wprowadzając je w życie. W każdym razie oszukiwanie siebie ani innych nic nie da. Ja tutaj właśnie znajduję klucz do zrozumienia stosunku Marzeny Sowy do jej matki.

Cóż, w takim razie Marzena Sowa nie kocha swojej matki, chociaż ponad miarę idealizuje ojca. Po (kolejnym) przeczytaniu komiksu zacząłem nawet jej współczuć i mysleć, że przydałby się jej doświadczony psychoterapeuta.


Cytuj

Co do sytuacji z ciotką i świnką wrażliwość Marzi widoczna jest w słowach: "wzięła na ręce wiotkie ciałko zwierzątka", bo też o co innego tutaj chodzi – o pokazanie, z jaką, często niezrozumiałą, ambiwalencją dzieci stykają się od najmłodszych lat: ciotka ze łzami w oczach wdmuc**je życiodajne powietrze w ryjek prosiaka, aby potem dać go zarżnąć i ze smakiem spałaszować przy stole.

Marzi patrzy na ciotkę jak na świnie nie dlatego, że ta w przyszłości zarżnie prosiątko, ale dlatego, że ta - w teraźniejszości - nie wahała się calować prosiaka w ryjek. Pomiędzy jej deklarowaną wrazliwościa i opisana oraz zilustrowaną reakcją pojawia się jawna sprzeczność.

Offline głowonuk

"Marzi"
« Odpowiedź #23 dnia: Grudzień 13, 2007, 10:58:03 pm »
Cytat: "N.N."

Cóż, w takim razie Marzena Sowa nie kocha swojej matki, chociaż ponad miarę idealizuje ojca. Po (kolejnym) przeczytaniu komiksu zacząłem nawet jej współczuć i mysleć, że przydałby się jej doświadczony psychoterapeuta.


Wcale nie! To właśnie jest poprawny przebieg kompleksu Elektry. Psychoterapeuta powinien wkroczyć np. wtedy, gdy uczucia rozkładają się odwrotnie.

Może ten komiks, to tak dokładna, wnikliwa i szczera analiza dziewczęcego Ego, że czytanie go powoduje wewnętrzny sprzeciw odbiorcy, który nie zakłada, że człowiek to istota ze zboczeń zbudowana?



(Nie czytałem "Marzi", to tylko wtręt, którego "tekstem źródłowym" jest Wasza dyskusja).
częstochowa
rzadkochowa
czały czas manawierzchu

N.N.

  • Gość
"Marzi"
« Odpowiedź #24 dnia: Grudzień 13, 2007, 11:53:02 pm »
Cytat: "głowonuk"


Wcale nie! To właśnie jest poprawny przebieg kompleksu Elektry. Psychoterapeuta powinien wkroczyć np. wtedy, gdy uczucia rozkładają się odwrotnie.

Problem w tym, że to autorka ma rzeczony kompleks, a nie jej bohaterka. Psychoterapeuta powinien wkroczyć, ponieważ nie wyrosla z czegoś, z czego powinna była wyrosnąć już dawno temu.

Offline Raf Fariszta

"Marzi"
« Odpowiedź #25 dnia: Grudzień 14, 2007, 12:29:20 am »
Wydaje mi się, że w swych analizach komiksu poszliście już za daleko......poza to co jest w komiksie.....Wasze prawo, dzieło już żyje własnym życiem, ale czy analiza osobowości autorki ma być istotnym argumentem "za" czy "przeciwko" w ocenie tego co stworzyła....
Ciekawe czy Marzena Sowa kiedyś przeczyta to i wypowie się?
Nocy Matko Dnia

Offline gunman

"Marzi"
« Odpowiedź #26 dnia: Grudzień 14, 2007, 05:15:15 am »
Cytuj
Psychoterapeuta powinien wkroczyć, ponieważ nie wyrosla z czegoś, z czego powinna była wyrosnąć już dawno temu.

moze poczekajmy do kolejnych części komiksu i dowiemy sie czy wyrosła czy też nie.
No news in the truth and no truth in the news.

Offline ljc

"Marzi"
« Odpowiedź #27 dnia: Grudzień 14, 2007, 09:20:52 am »
a mnie zastanawia, dlaczego przy okazji krytyki Marzi nie pojawia się argument - nie podoba się, to nie czytaj, to nie komiks dla ciebie, uszanuj wybór artysty etc? a taki często pojawia się przy innych komiksach (najcześciej polskich)...

a mnie się wydaje, że Karolowi nie podobają się te "polskie" komiksy, które odniosły sukces zagranicą: tak było z Romantyzmen, tak jest teraz z Marzi (że o Kowalskim nie wspomnę, bo to trochę inna bajka)

a mnie się Marzi podobała, bo:
1. jest zapisem wspólnego doświadczenia pokolenia dzisiejszych 30-latków - mojego pokolenia, bo lata 80-te XX wieku nie są dekoracją tylko bohaterem, topos dziecińśtwa w PRL jest tym bardziej osiągnięty, że komiks opowiedziany jest oczyma dziewczynki, a w wieku kilku lat (później też) świat chłopców i dziewczynek to komletnie dwa rózne światy
2. formalnie nawiązuje do popularnych wtedy lektur, na których wychowało się opisywane przez nią pokolenie - do Koziołka Matołka i Małpki Fikimiki, narracja przypomina także pamiętnik i oddaje świat widziany oczami dziecka
bo wbrew temu, czego wymagają niektórzy od kilkuletniej dziewczynki - małe dzieci nie są mądre i przenikliwe (takie są na amerykańskich słabych filmach i kojarzą owdowiałych rodziców lub ratują świat od zagłądy - co za crap!), są po prostu dziećmi, które większości z dorosłego swiata nie kumają i co więcej nie bardzo ich to interesuje, bo mają co innego do roboty, inaczej także postrzegają rzeczywistość, inaczej niż dorośli czują... dzieci, z których robi się na siłę dorosłych, wtłacząjac w nich dorosłą percepcją świata są sztuczne i śmieszne
3. Sowa pokazała najważniejsze elementy, tego, co skłądała się na dzieciństwo osób rodzonych w okolicach wybory Wojtyły na papieża - Czarnobyl i picie płynu Lugola, kolejki, brak srajtaśmy i żarcia, pierwsza komunia etc to nie tylko wydarzenia, które (prawie) wszyscy wtedy doświadczyli, to wydarzenia, które ukształtowały moje pokolenie i zaważyły na tym, jakim jestem dziś ja i moi rówieśnicy
4. Opowieść Sowy jest dodatkowo prawdziwa, śmiało można o niej mówić, jako o paradokumencie, dokudramie lub fabularyzowanym dokumencie    

a Sowa powiedziała, że:
1. komiks nie jest wcale taki egzotyczny dla odbiorców na rynku frankofońskim, bo:
a) braki w sklepach i kartki Francuzi znają z własnej historii, która jest ciągle żywa;
b) religijność dla Francuzów nie jest wcale taką abstrakcją - Savoia był u pierwszej komunii, na spotkaniach dzieci francuskie mowią Marzenie, że tez zbyły u kmunii, a kościoły w niedzielę są pełne i chodzi do nich dużo młodych;
c) Francuzi znają historię Polski taką encyklopedycznopodręcznikową i pokazanie życia codziennego, historii od kuchni obok autentyzmu historii decydują o atrakcyjności tego komiksu - tak to jej zdaniem jest odbierane we Francji
2. kadrowanie i narracja z offu jest celowym zabiegiem, w kolejnych tomach, opisujących życie Marzi we Francji będzie już "klasycznie" komiksowo

a ja Sowie wierzę, nie widzę tam też żadnego użalania się i wdzieczności, ze już nie musi mieszkać w Polsce, a może we Francji (a 20-30 lat temu rodzina zagranicą lub wyjazdy tam były powodem do dumy i zazdrosci - to fakt) - Komiks Sowy i Savoia nie jest wybitnym osiagnięciem, miejscami moze nawet zbyt przegadany, ale z pewnością jest to godna uwagi pozycja
tamtam!

Offline karolk

"Marzi"
« Odpowiedź #28 dnia: Grudzień 14, 2007, 10:16:40 am »
Cytat: "ljc"

a mnie się wydaje, że Karolowi nie podobają się te "polskie" komiksy, które odniosły sukces zagranicą: tak było z Romantyzmen, tak jest teraz z Marzi (że o Kowalskim nie wspomnę, bo to trochę inna bajka)


hmm
ciężka nadinterpretacja
Esencja - bardzo mi sie podobała
Achtung zelig tez
Fisherman tyz
pytanie czy odniosły sukces na "zachodzie"?
nie wiem

a marzi jak pewnie zauważyłaś jest oceniania po rpzeczytaniu dzieła nie na podstawie kilku zajawek w sieci

podobało ci się ?
fajnie
mi nie
uważam że komiksowo to strasznie słabiutkie jest

N.N.

  • Gość
"Marzi"
« Odpowiedź #29 dnia: Grudzień 14, 2007, 10:24:33 am »
Cytat: "Raf Fariszta"
Wydaje mi się, że w swych analizach komiksu poszliście już za daleko......poza to co jest w komiksie.....Wasze prawo, dzieło już żyje własnym życiem, ale czy analiza osobowości autorki ma być istotnym argumentem "za" czy "przeciwko" w ocenie tego co stworzyła....
Ciekawe czy Marzena Sowa kiedyś przeczyta to i wypowie się?


Ależ to, o czym piszę, jest w komiksie i stanowi jego integralną część:
autorka sama przedstawia komiks jako autobiografię, wręcz nakazuje nam, byśmy patrzyli na ten komiks przez pryzmat jej życia i bysmy wierzyli, że to wydarzyło się naprawdę. A prawdziwa historia ma to do siebie, że jest nieodłącznie związana z weryfikacją autentyczności (wiarygodności) tego, kto ją opowiada.

Obraz kochanego tatusia i wrednej matki jest w komiksie budowany bardzo konsekwentnie i rozwijany z epizodu na epizod. Matka nie karmi Marzi, ale wpycha w nią jedzenie na siłę, nie czesze jej, ale szarpie szczotką za włosy i ciągle krzyczy. Tatuś zawsze się uśmiecha i pomaga.
Można - rzecz jasna - próbować interpretować ten wątek przyjmując, że autorka oddaje tu punkt widzenia dziecka, które na pewnym etapie rozwoju (między trzecim a czwartym rokiem życia) tak właśnie lokuje swoje uczucia. Do zakotwiczenia takiej interpretacji w komiksie potrzeba by było jednak jakiegoś zaznaczenia dystansu pomiędzy subiektywnością widzenia dziecka, a tym, co się działo naprawdę. Wystarczyłyby do tego obrazki, ktore pokazują matkę i jej starania w bardziej zobiektywizowany sposób. W komiksie jednak obrazki konsekwentnie pokazują matkę jako potwora.
Być może, w dalszych odcinkach to się zmieni i (być może) Adler ma rację twierdząc, że powinnismy poczekać aż bohaterka dorośnie. ja jednak oceniam książkę, którą sobie kupiłem i opowiedzianą w niej historię. W tej książce nie ma zapowiedzi dalszego ciągu, jest za to wyraźny początek, środek i koniec.