Autor Wątek: Guy Delisle  (Przeczytany 10686 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline winckler

  • Kawaler Bractwa Św. Jerzego
  • ****
  • Wiadomości: 460
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Guy Delisle
« Odpowiedź #60 dnia: Październik 24, 2017, 11:29:26 am »

Zakładnik 8/10 (...)
Lekki zawód poczułem obserwując (...). Może w tym cały kunszt tej pozycji? Po prostu życie.

Nie chcę, zebyś  poczuł się przesladowany czy zaatakowany, bo ostatnio często Cię "nagabuję", ale skoro jako jeden z nielicznych piszesz tu w tych dniach o lekturach, a nie o dobrych cenach i planach oraz osiągnięciach wydawniczo-zakupowych, więc dziobię, kogo mogę. A że zastanawia mnie Twoje zafiksowanie na stopniu prawdopodbieństwa przedstawionych w dziele zjawisk, to dyskusję zaczetą w innym miejscu przenoszę częściowo tu. O ile w przypadku przygodówek fantastycznych kwestia prawdopodobienstwa jest po trosze arbitralna (i tu możemy się różnić), o tyle w przypadku (chocby lekkiej) próby podważenia narracji reporterskiej robi się ciekawiej. Puentujesz swój wywod uwagą typu "ot, życie, w całej swej niezwykłości", ale jednak, gdyby sie uprzeć, mozna by sie w tym dopatrzeć głębszego niedowierzania. Delisle rysował czyjąś opowieść - czy coś pozmieniał? Czy usłyszał prawdę? Wszak wiemy, że ludzie (a reporterzy też ludzie) kłamią, koloryzują, przemilczają pewne rzeczy...  A artysci to już w ogóle moralnie podejrzany podgatunek (tym bardziej że pozujacy na "nad...")

Że jego bohater pewne rzeczy przemilczał, albo że sam Delisle postanowił pewne wątki (na przykład osobiste) zignorować - to wydaje się pewne. Moje odczucia związane z "Zakładnikiem" zbliżone sa do Gobenderowych i uwazam, że jak się gdzies jest tak długo, to sie chyba więcej myśli. Więc jesli przemyslenia tylu miesięcy niewoli ograniczaja się do alafabetu (niepelnego) bitew, to raczej ktoś tu ściemnia, bo sądząc po tych opowiedzianych zajęciach mentalnych i charakterze działalności, jaką się para nasz bohater, z głupcem nie mamy tu do czynienia. Coś więc wypadło.
Kto milczał? I dlaczego? Po to, by oddać monotonię i znużenie, jakie jest udziałem porwanego człowieka?
Jeśli tak, to jest to wielka armata na moskita wytoczona.
Coś mi tu nie gra.

Ale ja generalnie zdystansowany jestem względem wrażliwości Delisle'a. Jego reportaże autobiograficzne też zbyt czesto trącą niestosowną zgrywą i protekcjonalnym podejściem do obcych elementów świata. Autoironię w tym zawartą doceniam, ale ostateczny efekt (podobnie jak w "Zakładniku") nie jest pomyślny.
„Wszelkie zbieranie jest konserwatywne".

„I absolutnie nie piszę tego złośliwie, tylko tak to obiektywnie wygląda z mojego puntu widzenia".

Offline Itachi

Odp: Guy Delisle
« Odpowiedź #61 dnia: Październik 24, 2017, 01:21:49 pm »
Pierwsza kwestia w akapicie do którego dążysz używam słów "mógł" "może". Jak wspomniałem ucieczka jest moim zdaniem mało spójna z całością komiksu. Do tego momentu porywacze zawsze zachowywali się w ramach pewnych standardów. Oczywiście w zależności od miejsc przetrzymywania, raz zakładnik mógł jeść sam w pokoju, za innym razem przy strażniku. Jednak zawsze był pilnie strzeżony, dzień w dzień był zapinany kajdankami. Dlatego trudno mi oszacować na ile te wydarzenia są prawdopodobne, nie chciałem zbytnio krytykować tego momentu bo komiks oparty jest na realnych wydarzeniach. Czy Delisle przedstawił to tak jak było, czy może raczej dodał coś od siebie. Nie mam pojęcia, ale nie widzę też powodu po co miałby to robić? Uznaję, że taki zbieg okoliczności mógł mieć miejsce, jest to mało prawdopodobne, ale być może los w taki sposób chciał oddać wolność porwanemu. Gryzie mi się to z tym co napisałem w poprzednim poście (otwarte drzwi, pusty dom o 18, gotowana kolacja w kuchni), ale nie mam czym tego rozstrzygnąć. Zadawałem sobie pytanie, gdzie mogli być domownicy o tej porze? Co się mogło stać? Nic z tego jednak nie wynika, furtka została otwarta, interpretacja zależy od czytelnika.

Kolejna zasugerowana przez Ciebie rzecz. Trudno mi pojąć co odczuwa człowiek po takim czasie niewoli. Zaskoczony byłem, ze zakładnik cały czas operuje datami, a na planszach nie widać jak choćby stara się zaznaczyć jakimś krzyżykiem kolejnych dni. Nie wiem paznokciem po ścianie, jakimś śladem. Na moje oko w takiej paskudnej sytuacji ciężko po tygodniu zostać przy zmysłach, na tyle żeby tak precyzyjnie podawać datę. Na 100% pojawiają się różne myśli i człowiek zaczyna się gubić w rzeczywistości.

Przemyśleń w takich chwilach jest zapewne setka, ale kolejne pytanie jest następujące. Czy w trakcie trzeciego miesiąca w niewoli pamięta się o czym myślało się pierwszego czy drugiego tygodnia? Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia. Są to pytania bez odpowiedzi. Guy wprowadza tutaj wątki zainteresowań zakładnika, wspomina ślub siostry głównego bohatera, wprowadza niepewność w prawdopodobieństwo poszukiwać przez fundację - skupia się na mniejszej liczbie rozważań, ale w mojej opinii jest to celowy zabieg polegający na przedstawieniu wspomnianej w poprzednim poście monotonii.

Album na pewno nie przedstawia w stosunku 1:1 sytuacji zakładnika. Kilka razy Guy ukazuje głodnego bohatera, raz czy dwa reaguje na zmianę temperatur, ale na przykład dopiero na końcu widzimy jakieś rany na nogach porwanego. I to też w momencie kiedy jest przenoszony i później ucieka. Co natomiast z jego ciałem? Trzy miesiące z raptem kilkunastoma wylanymi wiadrami wody na siebie? Szampon jest tam wspominamy ile razy? O ile się nie mylę raz. Leżenie na materacu też musiało powodować ból, skoro jedną rękę miał unieruchomioną. W ilu pozycjach mógł spać? Dwóch?

Offline pokia

Odp: Guy Delisle
« Odpowiedź #62 dnia: Październik 24, 2017, 05:15:50 pm »
Będą spoilery.

W połowie "Zakładnika" byłem trochę rozczarowany. Komiks w którym w zasadzie niewiele się dzieje. Myślałem, że te kilka miesięcy w niewoli można było sprowadzić do kilku stron - komiks byłyby cieńszy i zdecydowanie tańszy. To, że główny bohater ucieknie wiedzieliśmy już po tytule. Tym jeszcze większe było zniecierpliwienie przy czytaniu w kółko tego samego. Natomiast pod sam koniec komiksu miałem łzy w oczach. Co za tym idzie, stwierdzam, że komiks wzbudził we mnie emocje. Może nie czymś wielkim, oryginalnym, ale udało się.

Przypuszczam, że gdyby nie ta męka przez większość stron, nic takiego bym nie odczuwał. Wydaje mi się, że to był świadomy zabieg. Lektura, chociaż odrobinę postawić czytelnika w sytuacji beznadziei, nudy, ciągnącego się czasu.

Finał sam w sobie nie był heroiczny, ucieczka jakaś taka nijaka. Ale przez to prawdziwa, jestem w stanie uwierzyć, że tak było naprawdę. Do tego świetne podsumowanie w ostatnim kadrze. W kadrze który mówi nam: "Wszystko przemija, po największych wydarzeniach z czasem może nic nie zostać" lub "to co spotyka mnie, jest dla mnie ważne, dla czasu, dla historii jest tylko ziarenkiem piasku na pustyni" itp.

Podsumowując i porównując do innych komiksów Delisla, to na pewno duża zmiana w narracji, stylu. To też na pewno komiks którego nie wydałby autor bez znanego nazwiska, bo to by nie przeszło przez redakcyjny kalkulator (drogi i nudny komiks - nie nadaje się na debiut).

Cieszę się, że mogłem go przeczytać, a to, że mamy tutaj dyskusję i kilka mini recenzji, świadczy samo z siebie, że "Zakładnik" wybija się z tłumu komiksów wydawanych ostatnimi czasy.

Offline gobender

Odp: Guy Delisle
« Odpowiedź #63 dnia: Październik 24, 2017, 06:36:11 pm »
Przypuszczam, że gdyby nie ta męka przez większość stron, nic takiego bym nie odczuwał. Wydaje mi się, że to był świadomy zabieg. Lektura, chociaż odrobinę postawić czytelnika w sytuacji beznadziei, nudy, ciągnącego się czasu.

Zabieg ryzykowny, bo zakładajacy, że czytelnik dotrwa do końca. Tymczasem, w przeciwieństwie do bohatera, odbiorca do ksiażki przykuty kajdankami nie jest. ;)
Ja osobiście podtrzymuję swoje zdanie. To są zabiegi wyciosane heblem i jednak to trochę zmarnowana szansa przedstawienia głębiej, co się dzieje w głowie człowieka w takiej ekstremalnej sytuacji.


Offline pokia

Odp: Guy Delisle
« Odpowiedź #64 dnia: Październik 24, 2017, 07:33:08 pm »
... jednak to trochę zmarnowana szansa przedstawienia głębiej, co się dzieje w głowie człowieka w takiej ekstremalnej sytuacji.

Tutaj od razu przychodzi mi na myśl "Palestyna" Sacco i sceny więzienia i torturowania Palestyńczyków.

W sumie druga myśl, która teraz mi przyszła do głowy, to "Archipelag Gułag" gdzie takich opisów masz na pęczki. Niestety takie szczegółowe opisy to nie dla mnie, bo przy takim nagromadzeniu informacji, nazw i nazwisk, po kilku stronach już się gubię i po lekturze niewiele konkretnego mogę powiedzieć.


Wracając do "Zakładnika" i straconej szansy na coś głębszego - zgadzam się. Tak jak pisałem, przez większość komiksu wieje nudą. Komiks wydany i sprzedany dzięki nazwisku autora. Zamiast tego mogłem kupić "Śmieci" i pewnie bawiłbym się lepiej. Cóż, siła marki wygrała.

Offline Murazor

Odp: Odp: Guy Delisle
« Odpowiedź #65 dnia: Październik 27, 2017, 11:07:03 am »
Co jak co, ale Ciebie bym nie podejrzewał, że nie czytasz posta wyżej niż ostatni ;-)

Wracając do "Zakładnika" i straconej szansy na coś głębszego - zgadzam się. Tak jak pisałem, przez większość komiksu wieje nudą. Komiks wydany i sprzedany dzięki nazwisku autora. Zamiast tego mogłem kupić "Śmieci" i pewnie bawiłbym się lepiej. Cóż, siła marki wygrała.
I odpowiedź kasa, że duże lepiej by nie było gdyby kupił Śmieci.