Autor Wątek: "Krazy Kat", "Mały Nemo..." i inne "wiekowe" komiksy  (Przeczytany 2163 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Szczoch

  • Pisarz bracki
  • ****
  • Wiadomości: 769
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ani czarny, ani kwadrat, ani na białym tle.
"Krazy Kat", "Mały Nemo..." i inne "wiekowe" komiksy
« dnia: Lipiec 22, 2017, 09:52:23 pm »
Postanowiłem zaryzykować i wyodrębnić miejsce na bardziej merytoryczną dyskusję, bo w wątku Fantasmagorii, czy nawet "Krakersa" trochę te sprawy giną. A myślę, że warto się najdawniejszym na naszym rynku komiksom przyjrzeć bliżej.
Bardzo ciekawe, że "Kat" i "Nemo" wyszły u nas niemal obok siebie i to w wyniku niezależnych od siebie inicjatyw "oddolnych". Ma to swoje plusy (potrzeba zajęcia się wydaniem takich wyjątkowych kamieni milowych), jak i minusy (dyskusje nad sposobem wydania, dostępność). Niewątpliwie inicjatywy te należy docenić, a szanujący się miłośnik komiksów nie powinien już u nas funkcjonować bez zaznajomienia się (w jakiej bądź formie) z tymi tytułami.
Proponuję więc w tym temacie skupić się na samych komiksach oraz ich polskich wersjach.
Na ich dziedzictwie.
Na innych najdawniejszych komiksach, które powinny zostać przyswojone po polsku.

Może temat się przyjmie, a jeśli nie to mam nadzieję, że będzie chociaż przestrzenią doraźnej - ale merytorycznej - dyskusji o "Krazy Kacie".
A poza tym uważam, że "Iznogud" oraz "Saga o Potworze z Bagien" powinny zostać w całości wydane po polsku.

Offline Szczoch

  • Pisarz bracki
  • ****
  • Wiadomości: 769
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ani czarny, ani kwadrat, ani na białym tle.
Odp: "Krazy Kat", "Mały Nemo..." i inne "wiekowe" komiksy
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 22, 2017, 10:23:04 pm »
Przyznam, że "Kota Krejzola" jeszcze nie doczytałem, więc o samym komiksie Herrimana nie chcę się na razie wypowiadać. Ale mogę już coś powiedzieć na temat wydania, bo jest ono specyficzne i - moim zdaniem - ujawnia jak bardzo trudnym wyzwaniem było porwanie się na wydanie tego komiksu.
Wydawca dołożył wielu starań: papier jest bardzo ładny, okładka solidna i estetyczna, dobór czcionki chyba niezły. Ale już układ komiksów na stronie nastręczył wielu kłopotów. Całostronicowe plansze w formacie gazety z początku XX w. zostały pomniejszone do granic czytelności. W innych miejscach mniejsze komiksy zostały chyba powiększone, zostawiając zbyt wiele światła, a z kolei na niektórych stronach dokonano jakiegoś upchnięcia. Widać te zmagania z trudną materią, ale efekt jest trochę taki, że mało która strona wygląda dobrze. Może format powinien być ciut większy? Może bardziej doświadczony detepowiec coś by tu zdziałał...?
Druga rzecz to oczywiście przekład. Jankowski jest dobrym tłumaczem, bo zna język polski (co nie jest regułą wśród naszych tłumaczy komiksów). Udowodnił to choćby tłumacząc Sfara. Jego wielojęzyczność też jest w przypadku "Kata" atutem. Ale przeszkadzają mi jednak anachronizmy, które w komiksie z początku wieku XX wprowadził. Nad translacją tytułu długo się zastanawiałem i w zasadzie ją kupuję. Podoba mi się zachowanie tego, że powtarza układ "KK" - "Krazy Kat" - "Kot Krejzol" oraz że zachowuje błąd w zapisie. Ale jednak współczesność tego "Krejzola" mnie razi. A w środku mamy jeszcze np. "słodziaka". Tego już dla mnie trochę za wiele.
We wstępie tłumacz zdaje się tłumaczyć (heh) ze swoich decyzji i sugerować, że on widział to inaczej. Dotyczy to ewidentnie złagodzenia poziomu błędów językowych Kota. Trochę szkoda, że tak postanowiono. Ja po kilkunastu stronach nabrałem pewności, że mamy u nas doskonały wzór językowy, do którego tłumacz mógłby się odnieść. Moim zdaniem "Krejzol" powinien mówić Wiechem Wiecheckim, czyli mistrzem przedwojennego przejęzyczenia, gwary ulicy i specyficznego "filozofowania". No ale ja tłumaczem nie jestem...

O przedmowie ciekawą i kąśliwą opinię napisał absolutnie:
Kupiłem komiks i przeczytałem wzmiankowaną notę. Tłumacz mówi w niej, że przekład powinien być dziełem zbiorowym i potem pisze o "zespole tłumaczeniowym", który pochylił się nad komiksem, używa też w innych miejscach liczby mnogiej (np. "musieliśmy wykazać się inwencją"), chociaż jako tłumacz podana jest  tylko jedna osoba (pod tekstem "Od tłumacza" niepodpisana).
W tekście nie ma żadnego wyjaśnienia, czemu Kot nazywa się akurat "Krejzol" (jak "bejzbol"). Jest natomiast mowa o tym, że ilość błędów popełnianych przez Kota została znacznie zredukowana (ograniczona do nosówek) i o tym, że Stanisław Barańczak wcale nie był takim dobrym tłumaczem, jak powszechnie się uważa.
Pod koniec pada stwierdzenie, że tłumacz (czy też "zespół tłumaczeniowy") wykonał swoją robotę w ciągu miesiąca.
Co do uwag na temat Barańczaka zaznaczę tylko, że Jankowski powołuje się jednak na dość głośne kontrowersje wokół jego przekładów, które sprowadzały się do tego, że był on świetnym poetą współczesnym, ale czasem tworzył nie tyle przekłady, co parafrazy, czy własne utwory na temat utworów obcych. Problematyczne, zwłaszcza w kontekście popularności jego przekładów scenicznych.
W większe zdziwienie wprawił mnie natomiast wstęp Krzysztofa Lichtblaua, który wnosi wyjątkowo niewiele, jest za to przykładem nienajlepszej polszczyzny. Że zacytuję ostatnie zdanie: "Przygotuj się na podróż, która jest poza tym, co znasz".
To już większy pożytek przyniósł by przedruk fragmentu eseju Umberto Eco z "Apokaliptyków i dostosowanych"...
A poza tym uważam, że "Iznogud" oraz "Saga o Potworze z Bagien" powinny zostać w całości wydane po polsku.

Offline skil

Odp: "Krazy Kat", "Mały Nemo..." i inne "wiekowe" komiksy
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 22, 2017, 10:47:36 pm »
Dla mnie próby wydawania komiksowej archeologii po polsku z góry skazane są na porażkę i zawsze wybiorę oryginały, bo jak obcować z początkami komiksu to tylko w takiej formie. Do tego dochodzą sprawy edytorskie, które bardziej przemawiają do mnie w wykonaniu Taschen czy Fantagraphics niż Michasia czy Fantasmagorii, choć brawa za odwagę i sięganie po zupełnie niekomercyjne tytuły.


PS No ale tłumaczenie Krazy Kat na Kot Krejzol to po prostu śmiech.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 22, 2017, 10:55:45 pm wysłana przez skil »
qui hic minxerit aut cacaverit, habeat deos superos et inferos iratos

Offline Szczoch

  • Pisarz bracki
  • ****
  • Wiadomości: 769
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ani czarny, ani kwadrat, ani na białym tle.
Odp: "Krazy Kat", "Mały Nemo..." i inne "wiekowe" komiksy
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 22, 2017, 10:59:34 pm »
Co do "Małego Nemo" - zgoda. Miałem w ręku piękne wydanie w grubej oprawie i zeszyty "Krakersa" - choć myślę o nich serdecznie - to niestety nie to. "Krazy Kat" to jednak inna sprawa. Wizualnie problemem są przede wszystkim różnorodne kształty i formaty materiałów źródłowych. Osobiście znałem go oczywiście z internetu, ale od głębszego "wczytania się" weń odstraszał mnie jednak język Kota. Nie miałem siły się w to wgryzać. Zupełnie nie znam jidysz i hiszpańskiego, a ilość błędów w angielskim była taka, że byłem wobec tego komiksu bezradny. I czekałem, aż ktoś się skusi na wydanie polskie.
Fantastycznie, że się doczekałem. Szkoda, że potwierdzają się problemy, których się obawiałem...
A poza tym uważam, że "Iznogud" oraz "Saga o Potworze z Bagien" powinny zostać w całości wydane po polsku.

Offline absolutnie

Odp: "Krazy Kat", "Mały Nemo..." i inne "wiekowe" komiksy
« Odpowiedź #4 dnia: Lipiec 23, 2017, 10:29:13 pm »

Co do uwag na temat Barańczaka zaznaczę tylko, że Jankowski powołuje się jednak na dość głośne kontrowersje wokół jego przekładów, które sprowadzały się do tego, że był on świetnym poetą współczesnym, ale czasem tworzył nie tyle przekłady, co parafrazy, czy własne utwory na temat utworów obcych. Problematyczne, zwłaszcza w kontekście popularności jego przekładów scenicznych.


Nie widzę w ogóle powodu, dla którego w przedmowie do Krazy Kata pojawiło się wypominanie Barańczakowi błędów (jakie by one nie były), ponieważ Barańczak "Krazy Kata" ani nie przetłumaczył, ani też nie tłumaczył.
Po prostu, nie rozumiem.
Imaginary enemies are not hard to conjure into being.

Offline Szczoch

  • Pisarz bracki
  • ****
  • Wiadomości: 769
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ani czarny, ani kwadrat, ani na białym tle.
Odp: "Krazy Kat", "Mały Nemo..." i inne "wiekowe" komiksy
« Odpowiedź #5 dnia: Lipiec 24, 2017, 12:17:21 am »
Nie widzę w ogóle powodu, dla którego w przedmowie do Krazy Kata pojawiło się wypominanie Barańczakowi błędów (jakie by one nie były), ponieważ Barańczak "Krazy Kata" ani nie przetłumaczył, ani też nie tłumaczył.
Po prostu, nie rozumiem.
Ja zrozumiałem ten passus jako ciąg dalszy "tłumaczenia się tłumacza". Dla Jankowskiego Barańczak zdaje się być figurą tłumacza, którego teksty "znakomicie wplatają się w system literatury polskiej". Nasz tłumacz wybrał jednak inną drogę, polegającą na uprzystępnianiu i upraszczaniu, stąd Barańczaka czyni swoim adwersarzem. Tym bardziej, że - jak twierdzi - Barańczak nosił się z zamiarem przełożenia "Krazy Kata".
Tak tłumacząc sobie ten fragment, rozumiem jego sens. Ale zgadzam się, że "Nota tłumacza", a zwłaszcza wstęp wywołują pewne zdziwienie...
A poza tym uważam, że "Iznogud" oraz "Saga o Potworze z Bagien" powinny zostać w całości wydane po polsku.

Offline Szczoch

  • Pisarz bracki
  • ****
  • Wiadomości: 769
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ani czarny, ani kwadrat, ani na białym tle.
Odp: "Krazy Kat", "Mały Nemo..." i inne "wiekowe" komiksy
« Odpowiedź #6 dnia: Lipiec 29, 2017, 11:02:36 am »
Z dużą "ciekawostkowością" i sporą przyjemnością przeczytałem tom "Krazy Kata" w wydaniu Fantasmagorii. O uwagach dotyczących wydania pisałem już wcześniej i w zasadzie muszę je podtrzymać, choć chciałbym trochę je złagodzić. W niespiesznej lekturze to obszerne wydanie okazuje się na swój sposób optymalne. Przekład Jankowskiego odebrałem - poza kilkoma niepotrzebnymi anachronizmami - jako przemyślany i konsekwentny, a zachowane w nim gry słowne w wykonaniu tytułowego bohatera mają swój wdzięk (aż chciałoby się napisać "dźwięk"). Zapewne szkoda, że tłumacz - o ile rozumiem jego wstępną wypowiedź - nie poszedł na całość, ale przyznam, że porównałem dwie oryginalne plansze z wydaniem Fantasmagorii i nie dostrzegłem jakichś rażących pominięć językowych zawiłości.
Dla mnie było to pierwsze poważne spotkanie z komiksem Herrimana, wcześniej znanym mi tylko z kart historii komiksu oraz pojedynczych plansz wyszukiwanych w sieci. Recenzować tak szacowny klasyk trochę nie wypada, dlatego pomyślałem, by wypisać tu kwestie, które najbardziej zwróciły moja uwagę i które do dziś stanowią o oryginalności tego komiksu:

1. W tomie obejmującym lata 1916-1922 zebrano komiksy w bardzo różnych formatach:
- najsłynniejsze "całostronicowe" plansze z gazet w ówczesnych wielkich formatach (niestety - trochę za bardzo tu pomniejszone);
- typowe trzy- lub czterokadrowe "stripy" - najbardziej dziś zestarzałe, oparte na poincie skwitowanej rzutem cegłą (suchary o kocich 9 żywotach mnie załamywały, ale stuletniemu dziełu trzeba to wybaczyć);
- sześciokadrowe historie z tytułami - nie tak postarzałe jak stripy, ale też nie tak odjechane jak te wielkie formaty; najbardziej bodaj przypominały mi "Fistaszki" Schulza.

2. Nawet w najmniej ciekawych komiksach Herrimana warto obserwować tła, bo dzieją się tam rzeczy co najmniej osobliwe, których w innych komiksach nie widywałem. Po pierwsze nawet gdy bohaterowie się nie poruszają tła się zmieniają, niczym "tylna projekcja" w starym filmie. Raz jest jakiś kikut drzewa, zaraz potem podupadła hacjenda, potem znów kaktus, czy krzaczek. Bodaj to najbardziej wprowadza ów słynny surrealistyczny nastrój "Krazy Kata".
Do tego na tłach rozgrywają się zupełnie osobne historyjki, czasem lepsze nawet, niż te na pierwszym planie, jak np. cykl o "zwariowanych ciuchach".

3. Bardzo specyficzny humor - nieprzekreślany nawet tymi "sucharami" o których pisałem wcześniej. Składa się nań wiele elementów.
Po pierwsze typowy slapstick, zwłaszcza że w jednym z komiksów bohaterowie porównują się z Chaplinem, Haroldem Lloydem i "Fatty" Arbucklem. Ale nawet w tym przypadku coda w postaci ciosu cegłą nabiera z każdym rzutem Ignatza coraz bardziej "odwiecznego" i "egzystencjalnego" charakteru, o czym ciekawie pisał Umberto Eco.
Po drugie mamy tu typowy świat na opak, czyli nieustający karnawał. Kot kocha mysz, mysz nie boi się kota i usiłuje go ukatrupić, kota zaś broni pies (przed myszą). Myślę, że "Bachtinowska" analiza tego komiksu pod kątem "karnawalizacji" mogłaby przynieść ciekawe rezultatu.
Po trzecie mamy tu wspomniany wcześniej humor surrealny, a moim zdaniem jeszcze bardziej widoczny - absurdalny. Takie komiksy jak kilkuczęściowa saga o naruszeniu granicy przez Willego Mendozę - Meksykańską Skaczącą Fasolkę pachniała mi tak bardzo Monty Pythonem...
I wreszcie specyficzny humor językowy, oparty na rzadko dziś stosowanych znaczących przejęzyczeniach i deformacjach. Osobiście taki humor bardzo lubię, kojarzę z opowiadaniami Wiecha i tyradami Graucho Marxa, a więc utworami nieco późniejszymi, niż prezentowane w tym tomie komisy Herrimana.

Reasumując - dla mnie była to długo wyczekiwana, niezwykle interesująca i wciąż autentycznie zabawna lektura w niedrogim wydaniu, które pewnie mogłoby być lepsze, ale i tak wydaje mi się optymalne.
A poza tym uważam, że "Iznogud" oraz "Saga o Potworze z Bagien" powinny zostać w całości wydane po polsku.

 

anything