trawa

Autor Wątek: Moon Knight  (Przeczytany 2388 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Szczoch

  • Pisarz bracki
  • ****
  • Wiadomości: 769
  • Total likes: 0
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ani czarny, ani kwadrat, ani na białym tle.
Odp: Moon Knight
« Odpowiedź #15 dnia: Maj 06, 2018, 11:13:53 pm »
Bardzo się cieszę, że rozkręciła się tu dyskusja merytoryczna o ciekawym - moim zdaniem - komiksie. Przyznam tylko, że dziwią mnie aż tak ostre opinie o tym tomiku. Dla mnie to naprawdę była przyjemna i (w swoim gatunku) całkiem oryginalna lektura. Także zapewniam @absolutnie, że bez bliższej znajomości wcześniejszych dziejów Moon Knighta ten pojedynczy albumik może się również podobać. Przynajmniej niektórym...
 
Te Batmany miały dziesięć razy więcej tekstu. Było tam jakieś budowanie postaci, historii. Moon Knight to dla mnie taki komiks bez treści, gdzie prawie każda historia kończy się zwykłą nawalanką. Wzorcowy przykład dekompresji fabularnej tylko, że zmieszczonej w jednym zeszycie. (...)
Możliwe. Z tym że nie chciałbym utożsamiać warstwy narracyjnej z tekstem. Dla mnie za wiele słów to przeważnie w komiksie wada. O wiele ważniejsze są jakość i oryginalność narracji wizualnej. A w tym aspekcie "Moon Knight" Ellisa i Shalveya wypada całkiem nieźle (że przypomnę choćby symultaniczną historię ofiar z 2 zeszytu, czy umiejętne i znaczące stosowanie koloru). A już z całą pewnością tomik ten wypada lepiej niż najnowszy (3) numer "Hawkeya", który dotąd mocno stał na zabawach narracją wizualną, a w zeszytach rysowanych przez Annie Wu wszystko to się fatalnie zaprzepaściło...

Ło Panie, ale porównanie :smile: Jak jamnik do wilczura :smile:

Moon Knight nie ma ze starym stylem nic wspólnego. Co posiada? Wyłącznie pusty przekaz z kolejnym jeźdźcem bez głowy, swoistą hybrydę kilku założeń fabularnych opartych na sprawdzonych schematach.

Co te opowiastki przekazują? Jest tam jakaś głębia? Praca detektywistyczna? Zwroty akcji? Wszystko kończy się dźganiem i biciem, w stosunku prostym założeniu bez zbytniego napięcia akcji, na które nie ma miejsca.

Marvel Now robione jest na jedno kopyto, Moon Knigh jak Thunderbolts czy Deadpool rażą na odległość prostacką rozrywką. Dla mnie oczywiście, nikogo nie chcę obrażać jeśli ma inne zdanie.
Mogę tylko napisać, że ja tego tak nie widzę. I o ile mogę zrozumieć, że się Wam nie podobało, o tyle porównanie "Moon Knighta" do "Deadpoola", czy "Thunderbolts" uważam jednak za krzywdzące. Głównie dlatego, o czym napisałem wyżej - narracji wizualnej, z którą autorzy "Knighta" bawią się całkiem zręcznie (w miarę możliwości superbohaterskiej masówki).

Co do zarzutów o brak przekazu, głębi i pracy detektywistycznej mogę odpowiedzieć tylko tyle, że nie ma ich także zbyrt wiele u takiego Raymonda Chandlera. Jest za to dobry pomysł na protagonistę, soczysty język oraz ponury, wielkomiejski klimat alkoholu, zbrodni i zmęczenia. I w jakimś sensie tak też jest w nowym "Moon Knightcie". Ma ponurą i nieco zaburzoną (psychicznie) atmosferę oraz zagadkowego protagonistę (choć przyznaję, że na razie kwestia jego różnych osobowości nie została szerzej wykorzystana). A co do języka, to w komiksie jego ekwiwalentem jest właśnie narracja wizualna. Tutaj - całkiem ciekawa.
Tak to widzę, a niezdecydowanych zachęcam do zapoznania się z tym komiksem na własne oczy. Jak widać - jest się o co pospierać.
A poza tym uważam, że "Iznogud" oraz "Saga o Potworze z Bagien" powinny zostać w całości wydane po polsku.

Offline absolutnie

Odp: Moon Knight
« Odpowiedź #16 dnia: Maj 06, 2018, 11:29:20 pm »

@absolutnie

Zejdź na ziemię, sam łapiesz za słówka czepiając się że łapię za Twoje. Wyraziłem jasno swoje zdanie, miało być i jest dosadnie. Cytat potwierdza, że nikogo bezpośrednio nie atakuję. Jak siadam do lektury i czuję się nią zażenowany, to nie zamierzam używać słodkich słówek. To jednak tylko moja opinia, z którą każdy może sobie zrobić co zechce.


Twój błąd polega na tym, że uznałeś, iż dyskutuję z Tobą i usiłuję Ciebie przekonać do tego, że "Moon Knight" jest dobrym komiksem.Tymczasem ja szanuję Twoje zdanie, rozumiem, że nowemu czytelnikowi komiks może się nie podobać i wcale temu nie przeczę.
Postanowiłem jednak podzielić się moimi wrażeniami z lektury tego samego komiksu, bo sa one radykalnie odmienne od Twoich. I podzieliłem się. Ktoś weźmie pod uwagę moje, ktoś inny Twoje zdanie i już. Na tym polega funkcja forum: dzielimy się opiniami.
Jednak twierdzenie, że na poziomie scenariusza nie ma czegoś, co ja tam wyraźnie widzę, jest sugerowaniem, że mam omamy wzrokowe, a to już jest obraźliwe. A że obrażany być nie lubię, to apeluję, żebyś najpierw wazył swoje słówka, zanim zaczniesz łapać za nie innych.




@absolutnie - teraz pobudziłeś moją ciekawość: te ukryte atuty w pewnym momencie wyjdą na wierzch na tyle żeby zauważył i docenił je również Moon Knight`owy "szczypiorek"?
Tzn.: jeśli po pierwszym tomie spodobał mi się klimat (ale np. przeszkadzało mi "ubóstwo" dialogowe i poczucie pewnego fabularnego zagubienia), to idąc dalej pojawi się jeszcze "coś" co obiektywnie przykuje moją uwagę bez konieczności sięgania po "bryki" czy też będzie to tylko jakieś "mruganie okiem na meta poziomie", które dostrzeże i doceni jedynie ktoś kto "wie o co chodzi"?


Jak już pisałem, nie czytałem tego komiksu (tego z "Marvel Now"), mam jednak nadzieję, żez tych drobiazgów, które dostaliśmy w pierwszym tomie, poukłada się coś większego, bo i w postaci Moon Knighta kryje się dramatyczny potencjał, który we wczesniejszych wcieleniach tej postaci był eksploatowany, i scenarzysta ma doświadczenie w budowaniu tego typu historii.
Czy wykluje się z tego coś naprawdę wartościowego, nie wiem. Ale mam nadzieję, że tak.
Imaginary enemies are not hard to conjure into being.

Offline Itachi

Odp: Moon Knight
« Odpowiedź #17 dnia: Maj 07, 2018, 04:27:29 pm »
A już z całą pewnością tomik ten wypada lepiej niż najnowszy (3) numer "Hawkeya", który dotąd mocno stał na zabawach narracją wizualną, a w zeszytach rysowanych przez Annie Wu wszystko to się fatalnie zaprzepaściło...

L.A. Woman odstępuje poziomem od poprzednich odsłon serii. Śmiem wątpić że obniża loty w sposób drastyczny i niewytłumaczalny. Cały album skupiony jest na rozkapryszonej dziewczynie, nie wiedzącej co ze sobą począć. Naprawdę rozterki ukazane w tym albumie nie różnią się zbytnio od trudnych spraw czy dlaczego ja?

Tak to widzę, a niezdecydowanych zachęcam do zapoznania się z tym komiksem na własne oczy. Jak widać - jest się o co pospierać.

Czasami warto się pospierać :smile: W inteligentny sposób przedstawiłeś zalety tego tomiku, z tych kilku zdań wiem więcej na co mogę zwrócić uwagę niż z 3/4 recenzji osób nie mających pojęcia o kim pisze. Mimo wszystko jestem zdania iż krótka forma zawsze będzie miała wiele ograniczeń w narracji i rzadko się zdarza aby wypaliła patrząc na szerzą konstrukcję powieści. Moon Knight jak Hawkeye stara się przełamać pewne techniczne schematy, jak układ kadrów czy eksperymenty w sposobie przedstawienia głównego bohatera. Zazwyczaj jednak staram się stąpać twardo na ziemi i być może dlatego bardziej trafiła do mnie wizja łucznika.

Postanowiłem jednak podzielić się moimi wrażeniami z lektury tego samego komiksu, bo sa one radykalnie odmienne od Twoich. I podzieliłem się. Ktoś weźmie pod uwagę moje, ktoś inny Twoje zdanie i już. Na tym polega funkcja forum: dzielimy się opiniami.

Ale przecież nikt Tobie nie zabraniał podzielenia się swoją opinią. A piszesz tak jakby coś takiego miało miejsce. Mamy inne zdanie odnośnie pomysłu na tę serię, ja być może miałem wygórowane oczekiwanie które w połączeniu z myślą iż będzie to dobra okazja do zapoznania się z MK.

Nie kupuję jednak argumentu iż komiks po restarcie nie potrafi w najmniejszym stopniu wkomponować nowego czytelnika do przedstawionego świata, tak aby zeszyt po zeszycie obcy zaczynał czuć się jak w domu. Bo czyż smaczki dla koneserów przekreślają cechy poznawcze dla laika? To nie jest system zero jedynkowy.

Wezmę ten tomik na rozkład jeszcze raz, z ciekawości i założeniach o jakich pisaliście.

Offline bld

Odp: Moon Knight
« Odpowiedź #18 dnia: Maj 07, 2018, 10:13:17 pm »
Zakupiłem ten komiks skuszony dobrymi opiniami tutaj.
Przeczytałem wczoraj, i po lekturze chyba nie kupię drugiego tomu, bo:
- komiks absolutnie nie zaskoczył mnie niczym nowym jeśli chodzi o superhero, ot takie czytadło na raz. Przeczytasz, odkładasz na półkę i nie wracasz;
- lektura na kilkadziesiąt minut.

Na plus ostatnia bodajże historia (ta z policjantem i jego przemianą), czyli kilkanaście minut w miarę zadowalającej lektury.

Tym samym komiks dołączył do kilkunastu WKKM i pierwszych tomów Rebirth, które też miały być spoko, a w moim odczuciu nie były. Szkoda miejsca na półce, przy takiej ilości komiksów obecnie wydawanych.

Offline Murazor

Odp: Moon Knight
« Odpowiedź #19 dnia: Maj 08, 2018, 04:22:03 pm »
Też się cieszę, że pojawiła się taka dyskusja :smile: Czytałem już komplet do Secret Wars i w kolejnych dwóch tomach Bunna Wooda i Bunna kreuję się troszkę dłuższa historia, ale poziom jakby trochę słabszy. Jest trochę mniej mrocznie i niepokojąco, a bardziej przygodowo. Zachęcam do spróbowania, bo to małe pieniądze, a różni się od pierwszego tomu.

Zachęcam nie bez powodu, bo dobra sprzedaż może spowoduję wydanie MN od Lemira, które jest wg mnie świetne. Mocna schizofremiczna historia z obłędnymi rysunkami :smile:



Jedynym minusem jest jednak doczytanie sobie trochę informacji o MN i jego osobowościach, bo wydaję mi się, że sporo się straci nie mając tej wiedzy.
« Ostatnia zmiana: Maj 08, 2018, 04:46:36 pm wysłana przez Murazor »

JanT

  • Gość
Odp: Moon Knight
« Odpowiedź #20 dnia: Maj 08, 2018, 04:31:00 pm »
Czytałem już komplet do Secret Wars i w kolejnych dwóch tomach Bunna
Drugi to Brian Wood  :smile:

Offline Murazor

Odp: Moon Knight
« Odpowiedź #21 dnia: Maj 08, 2018, 04:47:11 pm »
Ah, no to ten Bunna chyba był lepszy skoro zapadło mi w pamięć, że oba jego ;)