Autor Wątek: Matt Kindt  (Przeczytany 652 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Nick Jackolson

Matt Kindt
« dnia: Maj 18, 2019, 01:38:58 pm »
Mind MGMT matt kindt.
 Ever have a dream that was like a story…?
 And at the end of a dream ther’s a twist ending? Some kind of shocking surprise?
 How can my mind do that to me?
 I’m creating the dream.
 How can I surprise myself ?

Coś dziwnego dzieje się podczas regularnego lotu 815. Samolot ląduje, jednak prawie wszystkie osoby będące na pokładzie zapominają kim są. Totalna amnezja. Rodzice nie poznają swoich dzieci, rodzeństwa siebie nawzajem itd. Prawie, ponieważ pewien młody chłopiec wychodzi z tego przedziwnego lotu bez szwanku a jeden z pasażerów znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Jedną z nieszczęsnych pasażerek jest ceniona autorka powieści śledczej, a zarazem główna bohaterka – Meru Marlow, która postanawia za wszelką cenę rozwikłać zagadkę „dziwnego” lotu. I się zaczyna ! To co wskazywałoby na komiks kryminalny, dochodzeniowy, gaśnie bardzo szybko a my nieświadomie zostajemy wepchnięci w głąb króliczej nory zastawionej przez Kindt’a. Meru odkrywa prowadzoną za kurtyną wojnę między resztkami członków Mind MGMT - ściśle tajnej organizacji szpiegowskiej pełnej agentów o szalonych mocach umysłu - w tym nieśmiertelnych zabójców, wyszkolonych delfinów (tak jest dobrze czytacie) czy mężczyzny, który może dostrzec przyszłość na 15 minut w przód oraz zabijać ludzi, wskazując na nich palcem i innych. WIELU INNYCH 😊 – tyle z fabuły, żeby nie popsuć zabawy.
 Słuchajcie, od czasu machnięcia całego Sixth Gun Bunna w zasadzie odbijałem się od zaczętych serii i nie potrafiłem ich skończyć. Nic mnie nie wkręcało do momentu sięgnięcia po serię Kndt’a. Nie dziwię się, jej popularności i reputacji jakoby właśnie od niej zaczęła się kariera Matt’a na poważnie. Bardzo podobał mi się fakt, że nie wszystkie pomysły są sprzedawane na „hurra” a autor dał radę na przestrzeni tych 30 – paru zeszytów nas co jakiś czas zaskoczyć. Fabuła jest naprawdę bardzo przemyślana i prowadzona. Karty są odkrywane powoli. Każdy tom kończy się cliffhangerem (czytałem wydanie sześciotomowe), który wymusza na nas sięgnięcie po następny. Jest to bardzo zakręcony komiks. Chodzi mi o „moce” przedstawionych postaci. Celowo nie wymieniałem większej ilości. Niektóre, może były nawet za bardzo przekombinowane ale taki chyba ten komiks miał być. Podobało mi się zdanie ze wstępu Bendisa do jednego z tomów. Leciało to jakoś tak: „Bardzo cieszę się, że uśmierciliśmy Xaviera w X-menach. Pisanie komiksu o postaci z parapsychicznymi zdolnościami przy takiej pozycji na rynku jak Mind MGMT nie ma startu” – coś w ten deseń.
 Miłość autora do tego projektu widać na poszczególnych stronach. Po za dymkami z rozmową, przemyśleniami w ramkach, mamy jeszcze co jakiś czas umieszone zapisy z „Przewodnika polowego agenta Mind MGMT” wyjaśniające dodatkowo ich zachowanie w komiksie. Innym razem są to dodatkowo umieszczone na samym dole mini komiksy z przeszłości organizacji. Kilka easter eggów – w tym min. z przytoczonego na początku Sixth Guna – to takie oczko specjalnie dla mnie. Tak czy inaczej seria dopieszczona w każdym calu.
 Najważniejsze jest jednak chyba to, że na końcu wszystko składa się w spójną całość a na pytania, które zadacie podczas lektury zostanie udzielona odpowiedź. Jestem bardzo usatysfakcjonowany. Powiem więcej, z powodu kilku ostatnich kadrów jedno oko zrobiło mi się mokre. Jedno – nie, że beczałem ale nie będę ukrywał -> wzruszyłem się.
 To autorski projekt Kindt’a – rysuje i pisze. Warstwa graficzna może wam podejść albo nie. Jestem przekonany, że osobom siedzącym stricte w superhero – przyzwyczajonych do „pięknych, czyściutkich” plansz Jima Lee, Coipela czy Cassadaya nie podejdzie w stu procentach. Mimo tego, iż komiks to thriller S-F nie jest blockbusterem. To raczej niszowy projekt dla węższego grona i jestem przekonany, że w ich prywatnych rankingach znajdzie swoje miejsce gdzieś w pierwszej piętnastce. Nie czuję się zgwałcony intelektualnie jak przy np. „Prosto z Piekła” Moora, ale to była bardzo dobra seria i bardzo miło spędzony czas – BARDZO ! A szczególnie na tyle, że mam ochotę sprawdzić więcej autorskich projektów Matt’a. Na szczęście kilka już mam na półce więc to kwestia czasu.
 Mały minus leci za brak znaczących dodatków w wydaniu hardcover. Coś tam niby jest sypnięte w ostatnim tomie ale np. wywiadów czy przedruków scenariuszy nie ma. Szkoda bo bardzo lubię takie bonusy… Tylko tyle, ale wspomnieć musiałem. Papier jest super. Format to standardowe 17x26 cm.
 Duncan wymiata 😊
 Dziękuję za uwagę i polecam.
 N.J
https://zapodaj.net/8c5f825c03a45.jpg.html

Offline Lesiok

Odp: Matt Kindt
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 20, 2019, 09:11:35 am »
Zaciekawiony recenzją wyszukałem sobie grafiki i rzeczywiście specyficznie (ale wcale nie znaczy, że źle) to wygląda. Mam wrażenie, że może lepiej by to wyglądało w czerni i bieli. U nas za taki komiks to chyba NSC mogłoby się zabrać. A wtedy to bym się z chęcią zapoznał z tytułem.